Czy pomagasz dziecku sięgać po marzenia?

Amerykańska bryka
Amerykańska bryka

Jak to zrobić tak, żeby wiarę budowało faktycznie w siebie, a nie we mnie?

Jesteśmy na spacerze. Jemy sobie lody. Trzeba się najeść na zapas na zimę;-) Robimy nic. Zmierzamy w stronę placu zabaw. Przechodzimy obok parkingu, na który wjeżdża jakieś oryginalne auto. Chyba amerykańskie. Jaś tak twierdzi. Więc pewnie jest amerykańskie. Po tym jak mój syn rozpoznaje auta po kształcie kierownicy (nie widząc znaczka na kierownicy) nie mam wątpliwości, że jest w tym temacie ekspertem:) Zatrzymujemy się przy parkingu popodziwiać samochód z daleka. Przyjechał chyba na jakąś sesję, bo ktoś robi sobie przy nim zdjęcia. Pytam Jasia czy chciałby zdjęcie koło tego auta. Namyśla się chwilę i mówi, że nie. Hmm… No niby nie chce, ale po minie widzę i po głosie słyszę, że fajnie by było. Więc się zastanawiam- uszanować jego nie i dać spokój czy trochę pomóc w sięganiu po marzenia…

Przypominam sobie podobną sytuację. Na wakacjach w parku dinozaurów w Łebie (przy okazji- park warty polecenia!). Jaś ogląda przedstawienie z piratami. Dołączył w trakcie. Na koniec dzieci dostają dyplomy. Muszą je odebrać osobiście z ręki pirata. Jaś obserwuje. Pytam czy chciałby pójść po dyplom. Nie chce. Proponuję, że może podejdziemy razem. Też nie. No to daję spokój. Teraz jednak mam poczucie, że ma ochotę na to zdjęcie, ale się wstydzi. No to sprawdzam. „Chciałbyś mieć takie zdjęcie, ale się wstydzisz”?. „Yhy”. „Jak mogę Ci pomóc”? „Nie wiem”. „Może podejdziemy razem i ja spytam czy możesz stanąć koło auta, a ja zrobić Ci zdjęcie komórką”? „Yhy”.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że nie zawsze jest dla mnie łatwe poruszanie się pomiędzy tym, co jest moje, a co Jasia. Mówiąc inaczej- czy tego zdjęcia bardziej chcę ja niż on, czy może on chce, ale potrzebuje wsparcia w realizacji swoich pragnień? Gdzie jest granica pomiędzy wspieraniem, dodawaniem odwagi a narzucaniem swojego zdania, własną projekcją?

Jako rodzic-lider biorę odpowiedzialność za to, żeby dać mu przestrzeń na to, żeby miał własne marzenia, pragnienia. Więc może to pragnienie nie jest aż tak duże, skoro za nim nie idzie…? Z drugiej strony jako rodzic-lider potrafię motywować moje dziecko do działania, kiedy ono samo tej motywacji nie znajduje. Potrafię pomóc mu pójść nieco dalej niż myśli, że może pójść. Dzięki temu buduje m.in. wiarę w siebie.

Jak to zrobić tak, żeby tę wiarę budowało faktycznie w siebie a nie we mnie?

Bycie rodzicem to niekończące się pytania i szukanie odpowiedzi…

Twój komentarz jest mile widziany, więc jeśli masz ochotę coś dodać od siebie, możesz to zrobić poniżej: