27.03.2019
Malinkowo, Zatorska 63a/1u
Język nienawiści w szkole i w Twoim domu.

 

W kontekście ostatnich wydarzeń, które dotknęły nasz kraj, dzieci we wrocławskich szkołach mają mieć specjalną godzinę wychowawczą poświęconą językowi nienawiści. 

 

 

Cieszę się, że zaczynamy myśleć o tym co i jak mówimy. Do dzieci, do siebie samych. Emocje w internecie po wydarzeniach z ostatnich dni nie stygną. Jest mnóstwo dyskusji, w których ludzie próbują przekonać się wzajemnie do tego, że moja prawda jest bardziej prawdziwa, że trawa po mojej stronie jest bardziej zielona. 

Każdy z nas ma swoją prawdę.

Każdy z nas ma swoją prawdę. Składa się na nią wiele czynników. I najcześciej nasze mózgi działają w ten sposób, że wyszukują danych, które będą potwierdzać tę prawdę. To normalne. Warto tylko mieć tego świadomość. Szukam tego, co chcę znaleźć:-) Więc jeśli chcemy zmienić myślenie (najlepiej swoje, a nie czyjeś) to zanim zaczniemy szukać kolejnych potwierdzeń naszych tez, zastanówmy się jakie są właśnie owe tezy. Jeśli chcę coś zmienić w danym obszarze, to najpierw potrzebuję wyznaczyć sobie nowy cel, który często wiąże się z moim obszarem wartości, a dopiero później szukać sposobów na jego realizację. Znajduję to, czego szukam. To taka moja mała dygresja, która nasunęła mi się w obserwacji tego, co się teraz z nami dzieje. 

Język nienawiści- czy potrzebujemy takich lekcji?

Język nienawiści. Fantastycznie jeśli takie zajęcia pojawią się w szkołach. Każda okazja jest dobra do tego, żeby uczyć się i praktykować dobro. Jeszcze lepiej, jakby na stałe weszły jako lekcje obowiązkowe np. raz w miesiącu. Zastanawia mnie tylko jedno. Kto będzie te lekcje prowadził? Rozumiem, że nauczyciel wychowawca. Ten sam, który poza lekcją o języku nienawiści, chętnie sam się takim językiem posłuży (a o ironio może również i na tej lekcji go użyje). Czasem nieświadomie. Nie zawsze jest to język dosadny- jak np. Ty matole, znów nie odrobiłeś zadania domowego! To zdarza się rzadziej, choć pewnie wciąż jeszcze się zdarza. Ponieważ trochę już mamy więcej świadomości, że przemoc, także przemoc słowna, wobec dzieci zaczyna być nieakceptowana społecznie, to nieco bardziej się staramy. Czyli trochę bardziej próbujemy przykryć naszą nienawiść/ przewagę/ wyższość wobec dzieci pod płaszczykiem cieplejszych słów. Które mają schować nasze emocje. Jednak tak, jak pisałam w pierwszym akapicie, dopóki cel pozostaje taki sam- nic się tak naprawdę nie zmieni.

Dopóki nie zrozumiemy, że dziecko tak jak każdy człowiek ma parwo do traktowania go z szacunkiem, dopóty nie pomogą żadne lekcje. Nikt w nie nie uwierzy.

Dzieci nauczą się szacunku, kiedy będą otoczone przez dorosłych traktujących ich z szacunkiem. Nie ma innego sposobu. To tak jakby mówić dzieciom „Nie palcie papierosów’ trzymając w ustach papierosa. 

Szacunek wobec dziecka wyraża się w dużej mierze w języku, jaki stosujemy. 

Przykłady z mojego własnego podwórka:

To nie jest szacunek. I to nie jest postawa ani język szacunku wobec dzieci. Temat tego, że to są zajęcia sportowe i że zdrowe dzieci mają energię i przychodzą tam pobiegać z szacunku dla prowadzącego pominę 😉

Idąc dalej, że możesz np. nie wierzyć i nie być przez to gorszym człowiekiem? To nie Twoja wiara świadczy o Twoim człowieczeństwie. Nie znam lepszego miejsca, gdzie dzieci, właśnie prowadzone przez mądrych dorosłych, mogłyby uczyć się wzajemnego szacunku. Czy tak jest? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Wam samym. I od razu uprzedzę komentarze- etyka nie jest opcją dostępną we wszystkich szkołach. I tak wiem- religia nie jest obowiązkowym przedmiotem. Co nie zmienia faktu, że postrzegam w niej przedmiot o dużym potencjale do kształtowania postawy szacunku wobec drugiego człowieka.

Przekrzykujemy się ze swoimi racjami, próbując sobie udowodnić, że moje jest lepsze od Twojego. Moje zdanie jest ważniejsze. Moje uczucia się liczą bardziej niż Twoje. Moje poglądy są lepsze. Itd. itp. Wciąż tak bardzo nam brak przestrzeni na uszanowanie drugiego człowieka z tym, jaki on jest. Bez chęci zmieniania go na naszą, omen nomen, modłę. Sami na co dzień szafujemy językiem nienawiści, obgadując innych, ubliżając kierowcy na ulicy, który zajdzie nam drogę, krytykując każdego i wszystko zamiast postawić granicę w porę i się tak nie wyzłaszczać, albo czasem zamiast popatrzenia na swoje podwórko- na inne zawsze łatwiej zerknąć. Wybuchając złością na nasze dzieci, bo wciąż nie spełniają naszych oczekiwań, bo jesteśmy w tak dużym napięciu, że szukamy różnych sposobów na rozładowanie go, wreszcie- bo kompletnie nie potrafimy zmieniać tego języka, którym posługujemy się od lat i który jest naszym wbudowanym oprogramowaniem. Wiem, że nie jest łatwo. Szczególnie będąc rodzicem. Sama każdego dnia uczę się jak komunikować się lepiej. Łapię się na swoich wpadkach, które czasem rozpoznaję w języku moich dzieci. Nikt z nas nie jest idealny. I nigdy nie będzie. Co nie znaczy, że możemy zwolnić się z obowiązku myślenia o tym jak my sami siejemy nienawiść każdego dnia. Bo każdy z nas to na swój sposób robi. 

Nie mam jednego złotego sposobu, jak to zmieniać. Taki sposób nie istnieje. Każdy potrzebuje poszukać go dla siebie. Wiem tylko, że język nienawiści zaczyna się w Twoim sercu. W tym, że wierzysz, że Twoje jest lepsze niż moje. Jeśli wiesz głęboko w sercu, że jesteś ważny taki, jaki jesteś, nie potrzebujesz tego udowadniać innym. Masz też wtedy większą przestrzeń w sobie, żeby uszanować to jaki jest ten, kto tak bardzo się od Ciebie różni.

Tego Ci życzę- żebyś każdego dnia budował swoje poczucie wartości.

Wtedy lekcje o języku nienawiści nie będą potrzebne, bo nasze dzieci będą uczyć się jak posługiwać się językiem miłości na co dzień- a nie na specjalnie do tego wyznaczonych lekcjach. 

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *