Nie maluj różowych serc.

Jasio rysuje. Ostatnio chętnie to robi, choć już myślałam, że nigdy tego nie polubi, bo długo kredki nie były w kręgu jego zainteresowań. Kiedy patrzę na Zuzię- z jaką pasją oddaje się malowaniu, zwłaszcza farbkami, i przypominam sobie Jasia w tym wieku, to naprawdę się cieszę, że jednak się przekonał:) I doceniam każde jego koślawe serduszko.

I właśnie owo serduszko będzie sponsorem tego wpisu. Temat nie bez kozery pojawia się w okolicy walentynek:)

Popołudnie, Jasiu maluje i robi tzw. „zadanka”- takie z książek dla dzieci. Ćwiczy pisanie jedynki i w zadaniu do tego ćwiczenia ma w pustych zbiorach narysować po jednej rzeczy. Prosi, żebym pomogła mu narysować serduszko. Tak, wiem, że nie powinnam go wyręczać i że to „niepedagogiczne”, ale tak, jak już nie raz pisałam- popełniam wiele błędów, niektóre nawet całkiem świadomie:) Czasem zachęcam go, żeby zrobił sam tak jak umie. Czasem pomagam, albo robię za niego. Tym razem rysuję mu serduszko, on chce je pokolorować. Sięga po kredkę i pyta: „A nie będziesz się ze mnie śmiała?”. Że co??? (mówię w myślach:) Pytam zdumiona, z czego miałabym się śmiać… „Bo chcę pokolorować na różowo”. Dopytuję, czy ktoś się śmieje z tego, że używa różowej kredki. Koledzy w przedszkolu (do tego jedni z ulubionych, dlatego sprawa jest tym bardziej bolesna).

Pierwsze, co zauważam, to że moje dziecko ma ogromną chęć przynależenia do grupy. I to chyba normalne. Zwłaszcza w tym wieku. Dzieci wtedy jeszcze raczej nie chcą się wyróżniać, chcą być podobne do innych dzieci.

Drugie, co mi się nasuwa na myśl, to że mam jeszcze sporo pracy do wykonania w tym, żeby pomóc mojemu dziecku ugruntować jego poczucie wartości. Wątek tego, że ktoś się z niego śmieje pojawia się po raz kolejny w ciągu ostatnich tygodni. To dla mnie znak, że moje dziecko jest bardzo wrażliwe na to, że ktoś się może z niego śmiać ( a tak przy okazji to chyba też mój słaby punkt, więc jedno z nas ma w tym temacie jeszcze trochę do przepracowania i to nie jest tylko Jasio:).

Trzy- jestem zła. Jestem zła na tych wszystkich rodziców, którzy mówią:

„Eee, różowy jest dziewczyński.”

„Chłopaki nie płaczą. No już, nie mazgaj się.”

„Chłopcy nie bawią się lalkami.”

I wiele, wiele innych (może dopiszecie je w komentarzach?)

Dlaczego mnie to złości? Dlatego, że właśnie w ten sposób tworzą się stereotypy i sztuczne podziały płciowe.

Faceci nie noszą różowego, a dziewczyny co- nie noszą czarnego? Czy któryś kolor jest ‚typowo’ męski, bo nie wiem?

Chłopaki nie płaczą– nie, oni swój smutek czy złość wyrażą agresją, chorobą czy jeszcze jakoś inaczej- byle tylko jednej łzy nie uronić.

Chłopcy nie bawią się lalkami a tatusiowe nie zajmują się dziećmi, a już na pewno nie niemowlakami, bo nie potrafią? A matki to niby tak wszystko intuicyjnie, tak?

Ci, którzy rozumieją o czym piszę, będą wiedzieli o co chodzi. Ci, którzy nie rozumieją- pewnie wyśmieją. Przeżyję:-) I niezmiennie będę apelować- drogi rodzicu, myśl o tym, co mówisz do swojego dziecka. Nie ze względu na moje dziecko i na to, że mu przykro. Z tym sobie poradzi. Pomyśl raczej jak poradzi sobie Twoje dziecko, które może będzie uwielbiało róż, ale nie będzie śmiało go założyć, bo mama mówiła, że chłopakom nie pasuje. To jeszcze pikuś. Może Twój syn mógłby być wspaniałym ojcem, ale głos w głowie będzie mu szeptał- chłopaki nie bawią się lalkami, więc pewnie nie zajmują też niemowlakami- ucieknę lepiej do pracy.

P.S.

Temat różu pojawia się w moich wpisach nie po raz pierwszy. Pisałam już o tym kiedyś na starym blogu. Piękny, różowy polo t-shirt Jasia był obiektem kpin już pośród 3- latków. Nie mam już tamtego bloga, ale wpis z 19.11. 2014 odkopałam i wklejam poniżej.

Zuzia ma brata i jej to lata,

że body granatowe a spodnie różowe.

Nie lata Jasiowi- przedszkolakowi,

bo dzieci się podśmiechują,

gdy w różu go widują.

Taki krótki wierszyk mi się stworzył na myśl o ostatnich wydarzeniach. Któregoś popołudnia dostałam sms od koleżanki, której syn chodził z Jasiem do przedszkola. Sms w tonie żartobliwym- żebym nie ubierała Jasia w różowe podkoszulki, bo dzieci się z niego śmieją. Kopara mi opadła. Nie dlatego, że koleżanka napisała. Jej intencje były dobre. Chciała, żeby Jasiu nie czuł się wykluczony w przedszkolu. Zdziwiło mnie, że 3-4 latki mogą wykluczyć z zabawy dziecko, dlatego że ma różowy t-shirt!

Spróbowałam więc zbadać jak z tematem ma się Jasiu. Zaczęłam podchody jak tam było w przedszkolu, czy się bawił itp. Jaś generalnie nie opowiada o tym, co się dzieje w przedszkolu zbyt dużo. Ale jeśli jest coś, co dla niego jest dużym przeżyciem emocjonalnym to o tym mówi. Skwitował po męsku, że wszystko ok. Zapytałam więc wprost- czy dzieci nie chciały się z nim bawić, bo miał różową koszulkę? Wiem, że to pytanie sugerujące, ale uznałam to za najlepszy sposób. Wtedy sobie przypomniał, że dwóch chłopców nie chciało się z nim bawić. Nie było to dla niego całkiem obojętne. Powiedział to nieco rozżalonym tonem. Ale też nie poczułam, że go to jakoś mocno dotknęło. Następnego dnia Jaś w drodze do przedszkola spotkał kolegę, który już po drodze się z niego śmiał. Ponieważ był to ten sam kolega, który nie chciał się z nim bawić poprzedniego dnia, można się domyślić, że wciąż jeszcze szydził z Jasia. Na szczęście Jaś, choć zdziwił się, dlaczego chłopiec się śmieje, nie odniósł tego do siebie.

Dzieci są odbiciem rodziców. Jeśli rodzice w domu lubią podśmiechiwać się z innych, dzieci robią to samo. Nie ma domów idealnych. W każdym jest coś. Są chłopcy, którzy mają siostry i wtedy wiadomo- różowy jest dziewczyński. Zdziwiło mnie tylko, że ten podział i takie zachowania pojawiają się tak wcześnie. Na szczęście Jaś całkiem dobrze poradził sobie z tą sytuacją.

A Wy co sądzicie o podziale różowy dla dziewczynek, niebieski dla chłopców?

4 Comments on “Nie maluj różowych serc.

  1. Temat u mnie na czasie o tyle, że też mam synka w przedszkolu i też ostatnio wypłynął parę razy temat koloru różowego. Jestem przeciwniczką powielania stereotypów, aczkolwiek wiem, że niejednokrotnie nieumyślnie sama przykładałam do powielania niektórych z nich rękę. No i np. ten kolor różowy… Tak na „zimno” to jestem za tym, że kolor to kolor – nie ma płci. Tak samo jak zabawki – osobiście kupiłam kiedyś mojemu wtedy 2-latkowi lalkę i wózek. Ale w ostatnim czasie zdarzyło mi się parę razy w sklepie, gdy synek próbował namówić mnie na kupno czegoś z „dziewczęcej” półki, że w pierwszym odruchu próbowałam mu to wypersfadować tekstem „to dla dziewczynek”. Co się zmieniło? Co za tym tkwiło? To, że teraz chodzi do przedszkola i gdzieś z tyłu głowy odzywa mi się obawa, żeby go nie wyśmiewano. :/ Nawet się nad tym głębiej nie zastanawiałam. Zrobiło mi się wstyd ostatnio, kiedy pokazał mi, jak przyswoił moją lekcję i sam wskazał w sklepie na coś różowego mówiąc, że to dla dziewczynek. Stereotyp copy-paste :/

    • Przede wszystkim, to cieszę się, że piszesz tutaj i choć z dużym opóźnieniem to też z wielką przyjemnością, odpowiadam:) Myślę, że nikt z nas nie jest wolny od stereotypów. I zawsze jakieś dzieciom przekazujemy. Czy to związane z płcią, z religią, z kolorem skóry czy też każde inne. Nie jest łatwą sztuką (moim zdaniem) dotrzeć do tych stereotypów, którymi sami się kierujemy. Często są one w nas tak zakorzenione, że ich już nie widzimy. I trzeba albo trochę wysiłku, albo czyjejś pomocy, albo czasem jakiegoś ważnego życiowego wydarzenia, żeby się im przyjrzeć i zrewidować czy faktycznie nam służą.
      Mój synek jak miał dwa lata- marzył o kuchni. Takiej dla dzieci, w której można gotować. Ale na urodziny kupiliśmy mu garaż:) Bawił się chwilę. Jak już urodziła się jego siostra, to kupiliśmy kuchnię- z myślą, że zostanie dla niej. Garażu już dawno nie mamy, kuchnią lubi bawić się do dzisiaj (bardziej niż siostra:).To mnie nauczyło, że nie ma podziału na zabawki dla dziewczynek i chłopców:) Ten podział istnieje tylko na sklepowych półkach i w głowach dorosłych:)

  2. Nie pierwszy, nie ostatni raz w kontekście dzieci, a raczej nas, rodziców, myślę sobie – a wystarczy odrobina refleksji… Szkoda, że tak niewielu z nas ja ma 🙁 ja też czasem bezsensownie powielam jakiś schemat albo coś palnę, ale..Jednak też często nie! Myślmy 🙂
    Asiu, bardzo fajnie że o tym przypominasz! Świetny tekst.

    • Hej Olu, dzięki za komentarz! Tak, refleksja cenna rzecz. I czasem jej brak. Ale z drugiej strony liczba rodziców zainteresowanych własnym rozwojem świadczy o tym, że chcą tylko może nie zawsze wiedzą jak:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *