21.11.2018
Centrum Fizjoterapii Kobiecej i Dziecięcej, ul. Bednarska 11/11c Wrocław
Czy Twoje dziecko nie ma za długich rękawków?

 

 

W TYM ODCINKU USŁYSZYSZ O:

  • Dlaczego pierwsze miesiące życia są tak bardzo ważne dla rozwoju.
  • Dlaczego niemowlę nie powinno mieć za długich rękawów?
  • Kiedy udać się do fizjoterapeuty?
  • Jakie są sposoby na noszenie dziecka na różnych etapach rozwoju.
  • Na jak długo kłaść noworodka na brzuchu?
  • Jeśli dziecko nienawidzi leżeć na brzuchu, co zrobić?
  • Dla kogo jest mata edukacyjna?
  • Czy warto kupić matę edukacyjną?
  • Od kiedy kłaść dziecko na macie?
  • Jak przyzwyczaić dziecko do leżenia na macie?
  • Czy chodzik zaburza naukę chodzenia.
  • Od kiedy kłaść dziecko na leżaczku?
  • Jak pomóc w stawianiu pierwszych kroków?
  • Dlaczego nie łapać za rączki przy nauce chodzenia.
  • Kiedy dziecko powinno zacząć chodzić?
  • Kiedy dziecko powinno siedzieć?
  • Kiedy posadzić dziecko do krzesełka do karmienia?
  • Czym jest asymetria ułożeniowa.
  • Gdzie podawać maluchowi zabawkę- z przodu, z boku?
  • Czym jest pamięć ciała?
  • Jak długo trwa wizyta z maluchem u fizjoterapeuty?
  • Kiedy kobieta może wrócić do aktywności po ciąży?

 

 

TRANSKRYPT PODCASTU:

Dzień dobry, witam Was serdecznie w kolejnym odcinku mojego podcastu rodzic-lider. Dzisiaj moim gościem jest Anna Godula, która jest fizjoterapeutką, pracującą z dziećmi i niemowlakami i opowie nam o kilku ważnych rzeczach, o których warto pamiętać w rozwoju małego dziecka.

Porozmawiamy o tym, na co zwrócić uwagę, żeby ten rozwój przebiegał prawidłowo, jakie objawy mogą być niepokojące dla rodzica, a także o tym jakie błędy czasami popełniają rodzice próbując stymulować swoje dzieci do rozwoju. Witam Cię Aniu serdecznie.

– Dzień dobry, witam serdecznie. Dziękuję Asiu za miłe przedstawienie mnie. Faktycznie jestem fizjoterapeutką, pracuję już prawie 10 lat z dzieciaczkami. Ta praca z dziećmi była w mojej głowie już w czasie studiów, już wiedziałam, że to pewnie będzie część mojej pracy. Natomiast zaczarowałam się absolutnie metodą, którą głównie pracuje NDT Bobath w czasie rehabilitacji mojego najstarszego syna, który musiał być ćwiczony, który był w terapii. Tak mi się bardzo spodobało jak dziewczyny pracują z dziećmi, że wtedy już wiedziałam, że tak, to jest ten kierunek, to jest ta droga i już potem podążyłam dalej za tym pragnieniem, zrobiłam kursy i tak się to zaczęło.

– Właśnie, NDT Bobath i to, że mówisz o tym, że zaczarowałaś się tą metodą, tak to nazwijmy, kiedy pracowałaś tak z własnym synem. I ja też do Ciebie trafiłam, kiedy to mój syn miał drobne problemy rozwojowe, tak to chyba można nazwać, popraw mnie jeżeli się mylę. Bo tak właśnie poznałam Anię. Jasio, kiedy się urodził, zostało u niego stwierdzone przez pediatrę obniżone napięcie mięśniowe, i my na początku jako młodzi stażem rodzice nie wiedzieliśmy kompletnie na co zwrócić uwagę i sami nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy, ale mieliśmy to szczęście, że mieliśmy fantastyczną pediatrę, która powiedziała, że być może te zachowania wskazują na obniżone napięcie i że warto byłoby z nim pracować. I ona skierowała nas właśnie do fizjoterapeuty. Tym sposobem szukając różnych opcji, pojawiła tam się chyba też metoda Voity gdzieś u nas jako jedna z opcji, trafiliśmy do Ciebie. Ja teraz jestem mocno przekonana o tym, że te, ja to nazywam ćwiczenia rozwojowe, które Jaśkowi były aplikowane na początku, w dużym stopniu wpłynęły na jego dobry rozwój fizyczny. Dlatego chciałam Cię zaprosić, żebyśmy też dzisiaj mogły innym rodzicom powiedzieć o tym właśnie na co zwrócić uwagę w rozwoju takiego niemowlaka.

– Będziemy mówić o niemowlakach, które są zdrowe. Dlatego że jako fizjoterapeuta pracuję też z dziećmi, które są bardzo chore, które mają mózgowe porażenia dziecięce, różne zespoły genetyczne, przepukliny kręgosłupa, także to są już bardzo poważne problemy. Natomiast my tu dzisiaj będziemy rozmawiać o dzieciach, które są zdrowe pod kątem neurologicznym, ale mają drobne problemy rozwojowe, które należy skorygować, żeby one nie dały efektu dużo później, w wieku przedszkolnym, szkolnym bądź jeszcze później.

– Dzieci zdrowe- myślę, że ciężko może być czasami rodzicom zaobserwować, że coś niepokojącego się dzieje. Na co powinni zwrócić uwagę rodzice?

– W tym pierwszym okresie takiego zupełnie malutkiego dziecka, te różne objawy niepokojące oczywiście rozpatrujemy adekwatnie do wieku. Bo to, co nie będzie nas niepokoić w wieku dwóch miesięcy, musi nas zaniepokoić w wieku czterech jeśli również się pojawi. Takim dobrym przykładem czegoś takiego jest zaciskanie piąstek. Dlatego, że często dzieci przychodzą do gabinetu i albo rodzice widzą ten problem albo wręcz od lekarza trafiają z takim zapytaniem- dlaczego te piąstki są wciąż zaciśnięte. Ale w wieku dwóch miesięcy jest to normalne. Jeśli te piąstki rozluźniają się w czasie karmienia, jeżeli dziecko jest zrelaksowane i mama widzi, że one wtedy puszczają, ale jednak jeszcze dużo są w czasie doby zamknięte, to nie ma w tym nic złego. Oczywiście na maluszka patrzymy holistycznie. Jeśli tym zaciśniętym piąstkom nie towarzyszą inne problemy, to w ogóle nie mamy się czym martwić. Natomiast w wieku czterech miesięcy już nie powinno to występować i wtedy powinno nas to zaniepokoić.

– Czyli te piąstki nie powinny być cały czas zaciśnięte? To jest niepokojące, jeśli one się nie rozluźniają?

– Dokładnie tak. To jest tak, że na początku jest tzw. odruch chwytny. I dzieci zaciskają cokolwiek je tu podrażni- zaciskają rączki. I ten odruch wygasa do mniej więcej trzech i pól- czterech miesięcy i na tej bazie buduje się już ten prawdziwy, dojrzały chwyt. Jest jeszcze taka rzecz, którą zaobserwowałam całkiem niedawno. Bardzo często dzieci mają tak długie rękawki w ubraniach, że krawędź tych rękawów dokładnie na środku dłoni jest. I to podrażnienie środka dłoni powoduje, że one cały czas pracują tym odruchem chwytnym. Ja zwracam uwagę, żeby podwijać, bo to pozwala wyciszyć trochę tę nadmierną pracę tych piąstek.

– Drażni je, kiedy jest tam za daleko?

– Tak, bo odruch chwytny to jest tak, że drażnimy środek dłoni i ona się zaciska. Zawsze dzieci na naszym placu zaciskają tę małą dłoń. To jest właśnie to.

– To kiedy jest ten pierwszy moment właśnie, kiedy rodzice powinni pomyśleć o kontakcie z fizjoterapeutą?

– Ja jestem zwolennikiem tego, że najlepiej by było skorzystać z takiej pomocy kiedy jeszcze w ogóle nie ma co, czy nie ma objawów. Po prostu umówić się z fizjoterapeutą po skończonym pierwszym miesiącu, kiedy już okrzepniemy w domu troszkę, ustali się rytm karmienia, zorganizujemy się- wiadomo jest zadyma jak się wraca z takim maluszkiem. I wtedy po to tak naprawdę. żeby fizjoterapeuta pokazał taką spokojną pielęgnację. Jak to dzieciątko podnieść, jak je wziąć do odbicia, bo tych sposobów do dobicia to wcale nie jest tylko noszenie na barku. Można to na swoich kolanach na przykład zrobić. Jak nosić je, w jakich pozycjach najlepiej nosić, bo już na przykład dwumiesięczniaka nosimy trochę inaczej niż noworodka, już dla niego inne pozycje są dozwolone, że tak powiem, on więcej widzi, więc też będzie się domagał troszeczkę innych pozycji. Jak przełożyć z łóżeczka na przykład na przewijak, bo to są problemy bardzo takie realne.  Mamy często, które mają szczególnie pierwszy raz dzidziusia, one często nie wiedzą, nie radzą sobie z tym. Jak wygodnie usiąść do karmienia, ale wygodnie i dla mamy i dla dziecka. Wiem po sobie, że mamy karmią czasem w ekstremalnych pozycjach. Ja czasem też tak robiłam, ale żeby wiedzieć jak jest już ten czas, taki spokojny, żeby tak się obłożyć poduszkami, tak sobie zrobić to miejsce, żeby sobie nie robić też krzywdy przy tym. Żeby naszym plecom było wygodnie. Bo my nie powinniśmy przystawiać piersi do dziecka tylko dziecko do piersi. I tak je ułożyć wysoko, żeby nie było tego zwinięcia naszego kręgosłupa.

– Zastanawia mnie teraz czy fizjoterapeutka, jak Ty, współpracuje z doradcą laktacyjnym?

– Tak, tak. Jeszcze wrócimy do tych niepokojących objawów- jednym z nich jest to, że na przykład dziecko mocno się pręży. Pręży się między innymi w czasie karmienia. Powody tego mogą być różne. Bo może być tak, że dziecko nie ssie prawidłowo. Może być, że ma jakiś problem- niedojrzały jest układ pokarmowy i coś je boli. A może być tylko problem fizjoterapeutyczny- że się pręży, bo ma na przykład zwiększone napięcie mięśniowe. Ja też czasem jak widzę, że to nie jest ten powód mój, z mojego zakresu, to odsyłam do doradcy laktacyjnego czy do logopedy czy neurologopedy, bo oni też w tym zakresie mocno pomagają.

– Czyli mówisz około dwóch miesięcy.

– Taki miesiąc, półtora, to jest dobry czas.

– No a teraz myślę sobie tak: pamiętam jak właśnie korzystaliśmy z takiej porady przy pierwszym dziecku. I też pokazano nam wtedy jak na przykład prawidłowo trzymać bobasa tak za nogę. Kiedy on już jest w pozycji takiej trochę siedzącej i wtedy ręka między nóżkami i że tak się go trzyma i on wtedy już pionowo widzi. Ale na takim malutkim dzieciaczku to jeszcze chyba tego nie możesz pokazać?

– Jeszcze nie. Ja pisałam kiedyś na mojej stronie na FB o czymś takim jak bilanse rozwoju ruchowego. I właśnie uważam, że spotkanie z fizjoterapeutą raz na trzy miesiące przez ten pierwszy rok, byłoby bardzo fajne, bo właśnie wtedy dokładamy jakieś  nowe informacje odnośnie pielęgnacji. Wiadomo, że już dziecko siedmiomiesięczne jest tak ruchliwe, że będzie samo zmieniać tą pozycję na naszych rękach. I to nie jest już tak istotne w tym okresie, jak przez te pierwsze pół roku. Ale po to, żeby sprawdzić czy ono prawidłowo się rozwija, czy nie ma jakichś ubytków jakościowych- bo liczy się nie tylko to, co dziecko umie zrobić na danym etapie, ale jak to robi jakościowo. Dlatego, że jeżeli ono się przykładowo zupełnie obraca z pleców na brzuszek, ale robi to z jakimś wielkim wygięciem ciała i robi jakieś wygibasy i się strasznie napina ,to mi nie zależy, żeby ono się odwróciło do tego szóstego miesiąca. Ja je chcę nauczyć, żeby ono się odwróciło ładnie, harmonijnie, prawidłowo, a niech to zrobi jak będzie miało prawie siedem miesięcy.

– Jakie jeszcze są inne niepokojące objawy, które mogą zwrócić uwagę rodzica takiego, który pierwszy raz ma niemowlę w domu?

– Ważny jest kontakt wzrokowy. Wiadomo, że noworodek widzi na długość swojej wyciągniętej ręki. Dlatego ważne jest, żeby do tego maluszka się przybliżać. Wtedy będziemy wiedzieć, że on widzi nasze kontury twarzy dużo wyraźniej niż z daleka. Natomiast około półtora miesiąca ten maluszek na pewno już powinien być w stanie zafiksować wzrok, na przykład na kolorze czerwonym albo żółtym.

– Tak?

– Ja też nie wiedziałam, dowiedziałam się tego przy moim dziecku, które nie fiksowało wzroku…

– Na czarno-białym nie fiksowało?

– On w ogóle miał problemy. Uciekał wzrokiem kompletnie. I wtedy neurologopeda mi podpowiedziała, że przede wszystkim na początku kolor czerwony, że on koncentruje wzrok bardzo. I faktycznie tak było. Ja się zaczęłam malować w domu czerwoną szminką, nosiłam czerwoną kokardę na głowie. Tak było przez miesiąc chyba, że tak bardzo, bardzo go koncentrowałam i faktycznie to ruszyło. Natomiast jeśli maluszek ma te około półtora- dwa miesiące i my na niego patrzymy a on ucieka wzrokiem, widać, że on nie potrafi się skoncentrować w jednym miejscu to jest niepokojące. I albo to wynika z tego, że jeszcze w tych sensorycznych kanałach jest problem, jest chaos po prostu i jeszcze to jest niedojrzałe. Albo wynika to z czegoś innego. I na to trzeba holistycznie popatrzeć. Bo jeśli temu towarzyszą inne problemy, to gdzieś szukamy. A czasem wystarczy z tym dzieckiem popracować i je wyciszyć i skoncentrować i popracować z nim przez tydzień, dwa, trzy i ono się skoncentruje. Po prostu pomóc mu, najzwyczajniej pomóc. To nie jest jakaś wielka rehabilitacja. To jest pomoc.

– Czyli koncentrowanie wzroku. Co jeszcze może nas niepokoić?

– W parze z zaciśniętymi piąstkami idą zaciśnięte barki. Bo noworodek, który się rodzi ma barki, czyli nasze ramiona, łopatki ustawione dosyć wysoko i on wygląda trochę tak, jakby nie miał szyi. Ale z czasem te barki się opuszczają i około tego trzeciego-czwartego miesiąca już powinno być tą szyję zdecydowanie widać. A czasem przychodzą takie dzieci, które wyglądają w wieku sześciu miesięcy tak, jakby tej szyi nie miały.

– Ale czy to rodzice tak gołym okiem mogą zobaczyć?

– Gdyby oni dostali wcześniej informacje na zwrócić uwagę, to by wiedzieli. Ale oni takiej informacji najczęściej nie mają. A jeszcze niestety dokłada się do tego pielęgnacja i takie częste chwytanie dzieci pod pachy, które w ogóle powinno być wykluczone, zabronione.

– Zabronione tak, jak klaps!

– Tak, zabronione chwytanie pod pachy. Bo chwytając dziecko pod pachy- takie wiszące, zdecydowanie podwyższamy te barki, do uszu one podjeżdżają.

– I to jest niezdrowe dla rozwoju?

– To jest niedobre zdecydowanie.

To, co my robimy przy dziecku w tych pierwszych miesiącach w dużym bardzo stopniu wpływa na jego wzorce ruchowe. Przez to, co robimy modelujemy w dużym stopniu to, jak dziecko się porusza, jaką ma swoją motorykę. Wiadomo, że ono ma też jakąś własną, to oczywiście. Ale nasz wpływ jest bardzo duży, bo my bardzo dużo przecież przy tym dziecku robimy. Potem ono już jest bardziej na dole, na macie, samo.

– Czyli to jest ten bardzo ważny okres?

– Bardzo ważny okres. Pierwsze pół roku jest naprawdę bardzo ważne, moim zdaniem, żeby tutaj zapobiec różnym późniejszym problemom. I można to naprawdę ogarnąć.

– Dosyć łatwo zrobić, bo to są dosyć łatwe rzeczy.

– Jeśli dziecko nie ma głębokiego problemu, nie jest chore, to przy zdrowym dziecku można zapobiec wielu problemom, które się pojawiają w gabinecie.

– Czyli zapobieganie. Coś jeszcze na co zwrócić uwagę?

– Jeszcze ta kwestia niedźwigania głowy na brzuszku. Też oczywiście na początku noworodek nie dźwiga tej głowy. Jak leży na brzuchu i nie podnosi główki do góry, tak?

– Noworodek nie podnosi. Tu chcę powiedzieć bardzo ważną rzecz odnośnie noworodka. Zdarzają się takie sytuacje, kiedy rodzice przychodzą w wieku trzech miesięcy powiedzmy. Ja widzę, że to dziecko jest napięte, że ma taką szyję z tyłu aż jak kamień napiętą, całą zaciśniętą. Pytam się czy dziecko szybko podnosiło głowę na brzuchu. Tak, tak takie było silne- już w drugim tygodniu życia dźwigało głowę. To ja już wiem od razu, że to było zbyt duże napięcie w karku, w tyle szyi w ogóle w całych mięśniach, które są z tyłu naszego ciała, w taśmie tylnej. A dzieci pracują tym, co mają silne. Więc ono miało predyspozycje, żeby to zrobić. Tylko, że nie było zrównoważenia w ogóle z przodu. I ono na plecach kładzione, to dziecko, to jest takie wrażenie jakby się chciało wbić w matę. Ono chce cały czas wygiąć tę głowę do tyłu, chce się wcisnąć w matę, a z kolei na brzuchu jak się je położy, to ono bardzo wysoko zadziera głowę, ale niekoniecznie dobrze się podpiera na swoich rękach, na swoich przedramionach. I to wszystko jest do zrównoważenia. To są problemy, z którymi się pracuje bardzo fajnie, tylko trzeba wiedzieć wcześniej. Bo z takim noworodkiem powinno się szybko zacząć- też pielęgnacją na początku. To też nie od razu jest jakaś rehabilitacja. Ale gdyby Ci rodzice wiedzieli jak je chwycić, jak je nosić, bo jeżeli oni je noszą w pionie i cały czas ta główka jest podparta o ich rękę i to dziecko się cały czas wygina, to ono cały czas wzmacnia, wzmacnia, to, co jest nieprawidłowe.

– Tak się jeszcze zastanawiam. Czyli jeżeli to dziecko na przykład właśnie ma takie silne napięcie i tą głowę tak podnosi, to rodzice mogą mu jakoś łagodnie nie pozwalać podnosić tej głowy?

– Bardziej innymi działaniami spowodować, że ono zacznie troszeczkę inaczej pracować na brzuchu. Na brzuchu też można pewne stymulacje zrobić. Ale to wszystko właśnie inne dostosować do tego problemu i wtedy on się zacznie zmieniać ten maluszek w tym swoim położeniu na brzuszku. Natomiast drugim problemem jest zbyt długa nieumiejętność podnoszenia tej główki. Dwumiesięczny maluch już umie podnieść głowę. Ona jeszcze jest chwiejna, ona jeszcze bimba, ale on już umie się rozejrzeć i z powrotem ją odkłada. A często przychodzą dzieci trzy-cztero miesięczne, które walczą cały czas na tym brzuchu, nie mają podory, całe się bujają na tych brzuchach. Miednica, czyli pupa ona cała gdzieś tam jeszcze fruwa, nie jest w ogóle stabilna i wtedy trzeba to małymi krokami wszystko poukładać. Ustabilizować miednicę, porozciągać, poćwiczyć, powzmacniać. Natomiast najważniejsze to, co jest w leżeniu na brzuchu- to tak naprawdę po prostu kładzenie maluszka na brzuchu. Od pierwszego dnia życia.

Natomiast najważniejsze to, co jest w leżeniu na brzuchu- to tak naprawdę po prostu kładzenie maluszka na brzuchu. Od pierwszego dnia życia.

– Od pierwszego dnia życia? Naprawdę tak wcześnie?

– Dzieci, które przebywają troszeczkę dłużej w szpitalu, na przykład mają żółtaczkę i muszą być naświetlane- przecież te maluchy w kółko są na brzuchach układane w inkubatorach, w łóżeczkach. Nikt się tam nie martwi, nie szczypie. Im wcześniej dziecko pozna tę stronę ciała, tym mniej zazwyczaj problemów jest później. Chyba że towarzyszą temu różne inne napięcia- to ten maluch będzie przez pewien czas walczył. Ale generalnie mam powinna układać  na brzuchu. Oczywiście ja nie mówię, że na noc, ale w dzień.

– A na jak długo w takim razie?

– Tutaj jest tak, że jeżeli maluch akceptuje tą pozycję, to niech on sobie leży, niech on sobie w ciągu dnia nawet pośpi na tym brzuchu. Mama go przecież widzi. Niech go położy tak, żeby mieć go na oku. Nie musi go do łóżeczka kłaść. Niech go położy na kanapie obok siebie. Niech on sobie śpi na tym brzuchu. Natomiast jeżeli jest dziecko, które nienawidzi tego brzucha od początku szczerze, to wtedy tyle, ile ono daje. Jeżeli ono daje trzydzieści sekund na początek, to niech to będzie trzydzieści sekund. Zabieramy je, ale za chwilę próbujemy znowu.

– Małymi krokami, tak?

– Małymi krokami. Krótko, ale często. Niech to będzie kilkanaście razy w ciagu dnia, na chwile nawet, ale niech będzie. Bo jeżeli my nie kładziemy tego maluszka, on tego nie zna. Przychodzą rodzice, niemowlę w wieku trzech miesięcy, jest problem z leżeniem na brzuchu i pada pytanie standardowe- od kiedy dziecko było kładzione. Od miesiąca. Ja już wtedy wiem, że ja mam walkę do stoczenia. Bo ten maluch tego brzucha nie cierpi i nie jest przyzwyczajony. My go kładziemy i on płacze. Ok. Ale ile razy dziennie go kładziecie? Raz. Jak raz w ciągu dnia na minutę położą to jaki efekt to może przynieść? Żadnego efektu nie przyniesie. To jest podstawa. To jest bardzo ważne. I oczywiście czasem bywa tak, jak przy tych napiętych noworodkach, że dla nich to leżenie na brzuchu, powiedzmy jest takie nie do końca dobre ze względu na to, że one się tak napinają. Ale wtedy też innymi działaniami my je wyluzowujemy, ale na tym brzuchu i tak kładziemy. Może troszkę mniej, ale kładziemy.

– Co jeszcze mogą robić rodzice, żeby prawidłowo stymulować rozwój swojego niemowlaka?

– Ja myślę, że bardzo ważną rzeczą jest stworzenie dobrej przestrzeni do zabawy. Jestem zwolennikiem tego, że łóżeczko nie jest miejscem do zabawy, tylko do spania. A wiem, że często dzieci się w łóżeczku bawią pół dnia.

– Mają bawialnię i sypialnię w jednym, tak.

– Dokładnie. Uważam, że od dwóch i pół, trzech miesięcy spokojnie już można stworzyć dziecku matę na ziemi. Zainwestować w dobrą matę, zamiast zainwestować w świecące, niewiadomo jakie zabawki. Stworzyć naprawdę fajnie miejsce. Niekoniecznie jestem też zwolennikiem tych mat edukacyjnych z wiszącymi pałąkami. One są ok, tylko tutaj też trzeba zwrócić na motorykę dzieci uwagę, bo niestety one nie są dla wszystkich dzieci. Bo jak są dzieci takie, które korzystają bardzo z wyprostów, to są już takie problemy, których nie będę tutaj do końca opisywać, bo tak bez pokazania zdjęć trudno zrozumieć. Ale czasem jest tak, że ja na przykład każę rodzicom odstawić na jakiś czas matę. Po prostu schować te pałąki, te zabawki wiszące.

– Żeby nie sięgało rączką do góry, tak?

– Bo wtedy ono na przykład się odprostowuje. Sięga do góry, ale blokuje się nogami na ziemi. To są niekorzystne różne zjawiska.

– Czyli zwykła mata?

– Zwykła mata. Jakieś pojedyncze zabawki- nie przeładowywać tego dziecka zabawkami. Szczególnie na początku. Bo tak naprawdę dziecko zaczyna się interesować od trzeciego miesiąca- zauważać tak naprawdę zabawki. Wcześniej nie. Wcześniej to buzia rodzica.

– A te maty mają czasami takie elementy szeleszczące?

– To tak. Jeżeli to nie powoduje jakiegoś lęku malucha, bo jak są te nadwrażliwe maluchy, to czasem może to powodować gdzieś tam jakiś lęk.

– Na jak długo na taką matę takiego malucha?

– Przyzwyczajać się powoli. Na początku się z nim położyć. Pobyć z nim tam, poprzytulać się tam z nim.

– Tak, żeby on się poczuł tam dobrze?

– Tak, żeby poczuł się dobrze. Natomiast z moich doświadczeń wynika, że dzieci jak trafią wcześniej na tę matę, to one się do niej przyzwyczajają. Jak zaczyna już się nudzić i płakać i jęczeć to wiadomo, że zabieramy. Ja nie jestem tutaj sadystką. Nie każę przez pół dnia dzieciom leżeć. Ale przede wszystkim etapami przyzwyczajać. Bo jak my nagle po sześciu miesiącach dziecko, które się wychowywało na kanapie damy je na matę, to gwarantuję na sto procent, że będzie afera. Ja to widzę w gabinecie czasem, zdarzają się takie dzieci. Na szczęście nie za często- które nie znają maty. I ja z tymi dziećmi muszę pracować albo na stole albo na kolanach przez pierwsze ileś tam terapii zanim nam się uda przeforsować tę matę.

– Bo boją się po prostu?

– Boją się. One nie akceptują jej. To jest zupełnie inny widok z maty. Inny punkt widzenia. Inna perspektywa. Także myślę, że to jest dużym problemem dla tych dzieciaków.

– Co jeszcze mogą zrobić rodzice, żeby wspomagać? Od razu przychodzi mi na myśl- przy troszeczkę większych może dzieciach- chodziki. Co o chodzikach?

– To chyba tylko mogę powiedzieć tyle, że nie.

– Krótko i na temat.

– One tak naprawdę bardziej mogą zaburzyć proces nauki chodu niż pomóc. To jest takie chodzenie na siedząco. Dzieci w tych chodzikach tak naprawdę siedzą i na siedząco odpychają się nogami. Oczywiście, że są dzieci- ja pamiętam jeszcze jak byłam mała, to moją pięć lat młodszą kuzynkę, która jeździła w takim chodziku i jest dzisiaj zupełnie zdrową osobą. I tak jest zawsze- jednemu zaszkodzi, drugiemu nie. Tylko to jest taka loteria. Ja bym nie chciała na moich dzieciach tak testować czy chodzik mu zaszkodzi czy nie. Uważam, że bez chodzików naprawdę można sobie poradzić.

Ja bym nie chciała na moich dzieciach testować czy chodzik mu zaszkodzi czy nie. Uważam, że bez chodzików naprawdę można sobie poradzić.

Ja w ogóle nie jestem zwolennikiem dobrodziejstw rynku. Przeładowania dziecka. Tych wszystkich huśtawek. Leżaczek jeszcze jestem w stanie zrozumieć, ale też nie za szybko- tak od czwartego miesiąca. Bo w tych leżaczkach też dzieci zwijają się w rogale, bo nie są w stanie nad swoim ciałem zapanować na początku, żeby się utrzymać w tym leżaczku.

– A taki skoczek? Ostatnio widziałam takiego.

– Wiem. Kiedyś to się nazywało jolly jumper. Mój brat skakał w jolly jumperze, ale ile on poskakał. To jest tak, że jeśli wsadzimy do takiego jolly jumpera dziecko raz na tydzień to się mu nic nie stanie. Ale jeśli ono codziennie będzie skakać przez godzinę, to już się trzeba zastanowić czy to jakiegoś efektu potem nie będzie- jakichś napięć w nogach. Po chodzikach- chodzenie na palcach. I w ogóle ta postawa po chodzikach jest czasem taka zniekształcona. Dziecko jest z wypiętą pupą. Często mu się jest trudno spionizować, bo dotychczas odpychał się nogami na siedząco, a teraz ma nagle wstać i robić to samo- ruszać nogami. Chodzik zaburza, moim zdaniem, naprawdę- może zaburzyć.

– A jak jesteśmy przy chodzeniu, to od razu temat samego chodzenia. Bo to często jest taki, myślę, etap, tak jak obserwuję rodziców- wyczerpujący dla rodziców. Bo albo podkładają jakiś ręcznik pod pachy czy koc albo za rączki prowadzają dziecko. To co o chodzeniu? Jak pomóc dziecku w tych pierwszych krokach, stawianiu pierwszych kroków?

– Powiem króciutko jak to wygląda. Zakładamy, że jest to maluch, który porusza się na czworaka. I on w pewnym momencie zaczyna się pionizować przy meblach. Wstaje sobie przy meblach. Staje sobie najpierw przy tych meblach. Potem zaczyna tak troszkę bokiem przy nich chodzić. I potem następuje taki moment, że trzyma się kanapy, puszcza się zupełnie i szybko łapie się stołu. I to są takie pierwsze momenty łapania równowagi zupełnie samodzielnie. I przychodzi ten moment, że widzimy go nagle z zabawką, którą trzyma- on stoi sam na środku pokoju. Ale to jest jeszcze z tą zabawką.

– To mu pomaga w utrzymaniu równowagi.

– Tak. I to jest taki etap, kiedy możemy dziecko siedząc na przeciwko siebie, zachęcić do tego, zawołać je, zobaczyć, co ono zrobi. Czy się przewróci, usiądzie i do nas przyczworakuje. Czy będzie jakiś pierwszy zaczątek zrobienia kroku. Jeszcze jest taki etap, że maluch zaczyna stawać już bez podpory. Czyli robi tak zwanego niedźwiadka. Opiera się na dłoniach i na stopach, potem do przysiadu i potem do góry. To już są pierwsze poważne równoważne ćwiczenia. Uważam, że absolutnie nie powinno się na tym etapie, dopóki to dziecko nie zrobi faktycznie samodzielnych kroków, na pewno nie łapać za rączki.

– To jest taki nasz odruch, że chcemy mu pomóc, prawda?

– Właśnie- w czym pomóc? To jest najważniejsze pytanie. Ono i tak nie wie, że ono może pójść do przodu. Ale ono się dowie samo. Ono do tego dojdzie. Tak samo jak się zaczęło przewracać. Jak zaczęło siadać. Ono dojdzie do tego samo. Jeżeli zrobi to w wieku szesnastu miesięcy, to znaczy, że taki był jego rytm. Mamy czas do osiemnastego nawet, a teraz się mówi nawet o dwudziestym drugim miesiącu- czas na zaczęcie chodzenia. Więc ten czas jest ogromnie długi.

– Nie przyspieszać- masz na myśli?

– Nie przyspieszać. A już na pewno nie prowadzać dziecka, które dopiero stanęło przy meblach. Bo to jest najgorsze. Że dziecko się pionizuje i my je zaraz zaczynamy prowadzać. A ono jeszcze w ogóle nie wie, o co chodzi z tym chodzeniem. A co powoduje złapanie za rączki? Złapanie za rączki do góry powoduje, że to ciałko się całe wygina jakby do przodu w taki łuk. Dzieci tak wypychają wtedy charakterystycznie brzuchy. I najczęściej jeszcze na palce wchodzą. I budujemy w ten sposób jakąś dziwną rzecz. Poza tym my nie chodzimy z rękami podniesionymi do góry. Więc to jest poza fizjologią jakąkolwiek. Z tymi ręcznikami- jeżeli my musimy dziecku pomóc, bo ono długo nie może ruszyć z tym chodem, to na przykład ustabilizowanie go na wysokości żeber ręcznikiem- ok. Można pod warunkiem, że on się nie powiesi, w sensie-nie oprze się cały na tym ręczniku i nie wygnie się cały w łuk.

– Długo nie chodzi, to powiedzmy- to jest do tych minimum osiemnastu miesięcy, tak? Nie wcześniej.

– Tak. To znaczy jeżeli dzieci nie chodzą do tych piętnastu miesięcy one i tak zazwyczaj trafiają do terapeuty. Bo już jest niepokój rodziców. Ale ja też wtedy niekoniecznie biorę takiego maluszka na terapię. Tylko pokazuję mamie, co może zrobić. Szelki- tak, ale dla dziecka, które już chodzi. Po to, żeby je złapać. I żeby nam nie zginęło w tłumie. Jak byłam na kursach mieliśmy tam taką pacjentkę, która (ale to było chore dziecko, więc to było inaczej)- tam zakładaliśmy szelki i przez odpowiednie pociąganie tych szelek wywoływaliśmy wzorzec chodu. Ale to jest zupełnie inna historia. Natomiast my mówimy o dzieciach zdrowych. Ja nie widzę u takich w ogóle potrzeby. Myślę, że to jest nasza- rodziców- potrzeba, żeby już zaczęło chodzić, już było stabilniejsze, żeby można z nim było wyjść na spacer, to bierzemy szelki, żeby je w razie czego podciągnąć na tych szelkach. A niechże ono się właśnie wywróci i zbada to podłoże. Wiadomo tak jesteśmy skonstruowani. Przecież nie jest tak, że dzieci co chwilę sobie robią poważne wypadki. Zazwyczaj to są upadki na stłuczone kolano, a nawet nie.

– I to też im pomaga w nauce chodzenia, prawda?

– Dokładnie. Łapanie równowagi. Podpieranie się rączkami. To są bardzo ważne etapy.

– Chodzenie to jest taki jeden moment. A ja jeszcze na chwilę wrócę do siadania. Bo to też często jest: „siedzi już”? To kiedy powinno już siedzieć?

– Zazwyczaj około siódmego miesiąca dzieci już są w stanie utrzymać pozycję siedzącą dość stabilnie. Siedem, osiem miesięcy.

– Dość stabilnie, czyli masz na myśli, że siedzą same?

– Że posadzone siedzą. Trzymają równowagę. I nie jest to taka równowaga, że one trzymają ręce w górze, żeby utrzymać tę równowagę. Tylko umieją się już pobawić w tej pozycji. Ja zawsze mówię rodzicom, że to jest taki moment, gdzie my możemy posadzić dziecko do krzesełka do karmienia. Ale na tym koniec. Tylko do karmienia. Wiadomo- jeszcze przewożenie w krzesełku samochodowym. Ale to już jest w ogóle ekstremalna sytuacja. Natomiast na macie do zabawy, dopóki ono samo nie usiądzie, to my go nie sadzamy.

– Nie podpieramy go poduchami z każdej strony, żeby ono lepiej widziało?

– Poduszkę możemy położyć jak już dziecko zaczyna samo siadać i samo przechodzi do tej pozycji siedzącej- to gdzieś tam z tylu za nim, w razie czego. Bo czasem są takie dzieci, które długo tracą równowagę i lecą do tyłu. I tam można położyć poduszkę, żeby uchronić główkę. Żeby nie łupnęło jednak o kafle na przykład. To tak. Ale żeby w rogu kanapy ułożyć poduszki i dziecko w to wrzucić- to nie.

– A czy jakoś je stymulować do tego siadania czy nie? Na przykład mam na myśli, że podajemy mu rączki i je tak trochę podciągamy.

– Nie. My tak nie siadamy na wprost. My generalnie wszystko robimy przez boki. Więc jeśli już chcemy, żeby brzuszek troszkę zapracował, to my możemy to zrobić takim ruchem jakby na skos. Nie pokażemy tego. Ale to podciąganie, o którym Ty mówisz, myślę, że wszyscy rodzice będą wiedzieć o co chodzi, bo to jest dosyć osławiony sposób, to tego w ogóle nie robimy. Bo to jest bardzo niekorzystne dla kręgosłupa. Bardzo niekorzystne też dla mięśni brzucha, bo mięśnie brzucha tam w ogóle nic nie robią. A przede wszystkim napinają się barki całe. Dzieci się spinają na rękach. Tak bada się dźwiganie głowy u maluchów. To jest tzw. próba trakcji. I lekarze to robią w gabinetach. Ja to też zresztą robię, jak mam maluszka i patrzę sobie jak ona dźwiga główkę. Ale to jest właśnie próba. To jest test. A to nie jest ćwiczenie.

– To jak my możemy z maluchem ćwiczyć? Czy Ty jesteś w stanie tutaj bez wizji i tylko głosem powiedzieć rodzicom jak mogą ćwiczyć czy to niemożliwe?

– Jak ćwiczyć to raczej jest niemożliwe. To musi być praktyka. Bo jak ja mam takich rodziców, którzy na przykład mogą dojeżdżać do mnie raz na dwa tygodnie, bo mieszkają poza Wrocławiem. Ale decydują się na taką terapię, bo bardzo chcą. To ja im bardzo dużo różnych rzeczy przekazuję. I oni ze mną w gabinecie, pod moim okiem się uczą. Potem jak dziecko przyjeżdża to ja robię swoją robotę, której ich nie jestem w stanie nauczyć- bo po pierwsze to nie są fizjoterapeuci, po drugie ja nie jestem nauczycielem metody Bobath. Więc nie uczę, ale dużo rzeczy jestem w stanie im pokazać, które oni mogą robić, na co zwracać uwagę. Ale oni to wszystko praktykują w gabinecie. Oni to powtarzają po kilka razy, bo sami mówią, że jak nie powtórzą, to nie odtworzą w domu. Nagrywają sobie filmiki, żeby potem mieć taką pomoc. Tak pracujemy. Rodzice często nagrywają filmiki- ja wiem jak to jest jak ja idę na kurs i pojawiają się nowe rzeczy i wszystko wydaje się takie proste. A potem wraca się do domu i trudno jest to odtworzyć.

– Czyli nagrywają filmiki podczas, kiedy Ty ćwiczysz z dzieckiem?

– Tak, konkretne aktywności. Mówię: teraz nagrywamy. Zobaczcie. I oni to nagrywają, a potem mają taką pomoc, że mogą sobie przypomnieć gdzie mniej więcej te ręce leżały i o co w ogóle chodziło w tym ćwiczeniu.

– No właśnie. To może być bardzo pomocne. Z jakimi trudnościami dzieci najczęściej do Ciebie trafiają?

– Najczęstsze są problemy napięciowe, czyli te tak zwane niskie i wysokie napięcia. Ja tutaj chciałabym zwrócić uwagę, że to nie jest tak, że my możemy zmienić napięcie mięśniowe.

– Z nim się rodzimy.

– Z nim się rodzimy i ono tak naprawdę takie pozostaje. Tylko, że przez to, że my pracujemy z tym ciałem, my powodujemy, że to ciało sobie lepiej radzi z tym napięciem. Bo maluchy z tymi niższymi napięciami, to są takie dzieci, które często stwarzają wrażenie takich leniuszków, one nie mają potrzeby czasem ruszania się, stwarzają wrażenie takich kluseczek, które się przelewają przez ręce. Często towarzyszy temu na przykład wystawianie język z buzi- ja kieruję wtedy do neurologopedy, żeby z napięciem w obrębie twarzy i całej sfery orofacjalnej popracować. Z kolei te spięciuchy- takie napięte dzieci mocniej- one często pędzą z tym rozwojem do przodu, ale jakościowo ten ruch jest byle jaki. Nie wyhamujemy tego, co dziecko zacznie robić. Jak ono zacznie chodzić w wieku dziewięciu miesięcy, to zacznie. Tylko, żeby jakość tego była taka w miarę przynajmniej przyzwoita. Powodujemy też, że to napięcie w ciele jest lepiej rozłożone. Bo najczęściej w brzuchu jest mało- to jest najczęstszy problem, a na przykład jest dużo w barkach albo dużo w miednicy. Wtedy nogi są bardzo napięte. I my to regulujemy- to rozłożenie napięcia w ciele. Natomiast taka informacja, z jaką przychodzą rodzice, że mamy podwyższyć napięcie albo je obniżyć to tego się nie robi. Nie da się tego zrobić. Napięcie jest, jakie jest. My możemy spowodować, że objawy nie będą tak widoczne. Ciałko sobie z tym poradzi i rozwój będzie szedł prawidłowo do przodu.

– Wysokie, niskie napięcie- co jeszcze?

– Asymetrie. Asymetrii jest faktycznie dużo. To są asymetrie ułożeniowe. Czyli to jest pewne ułożenie ciała, z którym maluch się rodzi, w którym był ułożony w brzuchu.

– I to trzeba później jakoś skorygować, tak?

– Pewne dzieci z tego wychodzą same. Czasem przychodzą rodzice, którzy mówią, że byli na przykład miesiąc wcześniej u neurologa i ta asymetria była. Jak oni pojawiają się u mnie w gabinecie to ja już tej asymetrii nie obserwuję. To świadczy o tym, że czasami ciało sobie z tym radzi- przy dobrym napięciu. Ale jak asymetrii towarzyszy niższe napięcie, albo właśnie to wyższe, albo jakieś towarzyszy mu odginanie ciała jeszcze dodatkowo to wtedy holistycznie trzeba poobserwować, co towarzyszy tym objawom, co jeszcze się dzieje w tym ciałku. A asymetrie- maluch jak się rodzi ma prawą i lewą stronę ciała. Jak podajemy zabawkę do trzeciego, czwartego nawet miesiąca (do czwartego przesadziłam, ale do trzeciego na pewno) powinniśmy podawać zabawkę z boku. Bo ono głównie bocznie widzi. Nie ma tej zbieżności.

– Czyli nie po środku?

– Nie, jeszcze nie. Na samym początku na pewno nie. Od zewnątrz do środka ciągniemy. I dlatego noworodek nie utrzymuje głowy na środku, tylko ją trzyma na prawy albo lewym poliku zawsze. I z czasem właśnie, drugi, trzeci miesiąc to jest ten czas, kiedy dziecko musi swoje ciało tak ogarnąć, żeby umieć głowę utrzymać na środku. I żeby za głową już nie poszło to ułożenie ciała w banana. Tak się o tym mówi. To jest takie łopatologiczne, ale to tak wygląda jak księżyc albo jak banan.

– Że się wygina w taki łuk?

– Tak, że się wygina w łuk zgodnie z tym, jak jest głowa ułożona. I noworodek, jak się rodzi ma prawą i lewą stronę ciała, czyli układa główkę na prawym albo na lewym poliku i za tym idzie charakterystyczne ułożenie ciała w banana. I teraz jeżeli on to robi na obie strony, czyli kręci tą główką i na prawo i na lewo, i za każdym razem to ciałko też się układa inaczej, to jest w porządku. To nie jest asymetria. Natomiast jeśli on korzysta tylko z jednej strony, albo w przeważającej części korzysta tylko z jednej strony, a do tej drugiej strony trzeba go zachęcić, to właśnie wtedy jest ta nierównowaga, czyli to jest asymetria.

– Jeżeli rodzice widzą, że to dziecko prawie zawsze głowę tylko z prawej strony trzyma to już wiadomo, że tutaj trzeba trochę podziałać. I też jest tak, że jak taki maluch przyjdzie w wieku dwóch miesięcy. Czasem te asymetrie są tak silne, że tak trzymają mocno ciało, że nawet trudno jest dziecko jakkolwiek inaczej ułożyć. I czasem zdarza się to u zdrowych maluszków. Teraz mam taką dziewczynkę właśnie. Tak bardzo mocno jest napięta w tej asymetrii, że rodzice by sobie sami nie poradzili. Bo ja muszę mocno wejść ze swoim działaniem, a oni muszą mnie wspomóc. I już jest lepiej. Ale jakby oni ją tak zostawili (brawo za czujność dla mamy, bo z jej inicjatywy wyszedł kontakt) to tam mógłby być bardzo duży problem. Ona by rosła w tej krzywości i korzystała z tylko jednej strony, bo ona tej drugiej strony praktycznie nie widziała, nie używała.

– Co się dzieje później, jeżeli to przegapimy? Skolioza?

– Też. To jeden z objawów. Ale w ogóle ten rozwój jest zaburzony. Bo jeżeli to dziecko ma cały czas głowę w jedną stronę, to jak tutaj dalej w ogóle się rozwijać. Obraca się w jedną stronę. Nie dociąga w ogóle tej drugiej strony. Nie ma przenoszenia ciężaru ciała. Tego wszystkiego trzeba nauczyć, żeby wyciągnąć dziecko z tej asymetrii.

– Ile takich wizyt jest zazwyczaj potrzebnych, jesteś to w stanie oszacować? Czy zależy z jakim problemem rodzice trafiają?

– I jak dziecko współpracuje też. Jeżeli są takie maluchy, które przez pierwszych ileś tam terapii płaczą, a zdarzają się takie nadwrażliwe maleństwa, które ja przez pierwsze pięć- sześć terapii tylko wyciszam w kółko. Daje im dużo docisku. W zależności jaki jest problem tej nadwrażliwości. Gdzieś wplatam te moje działania, ale ten efekt jest wtedy troszeczkę mniejszy. Natomiast jeśli maluch wchodzi w tę terapię jak w masło i po prostu idzie za mną i podążamy- ja za nim, on za mną i tak się uzupełniamy. Czasami robię przerwę. Widzę na przykład w wieku czterech miesięcy, że dziecko już się ogarnęło, już jest symetryczne. Tylko to jest pozycja leżąca. Dlatego ja się spotykam z rodzicami za półtora miesiąca, kiedy ono już się zaczęło obracać na plecy albo zaczyna wchodzić w jakieś wyższe podpory, stało się w ogóle bardziej ruchliwe, żeby zobaczyć czy ta asymetria nam znowu nie zaczyna się gdzieś pojawiać. Wiadomo, że asymetria jest w tym momencie pierwszym wzorcem ruchu z jakim dziecko wyszło z brzucha. Istnieje coś takiego jak pamięć ciała. Dziecko w sytuacjach, kiedy się dzieją nowe rzeczy, nowe doświadczenia ono potrafi wrócić do tej asymetrii. Wtedy trzeba znowu troszczkę je tam podszlifować. A czasem jest tak, że jak zacznie w wieku dwóch miesięcy, skończy w wieku piętnastu. I to zdrowe dzieci. Zdrowe, ale z niskimi napięciami. One cały czas muszą być dostymulowywane.  Bo jak robią przerwę, to się wszystko sypie. A czasem jest tak, że przerwa jest super, bo robimy dwa tygodnie przerwy np.- jak widzę, że ta terapia nie idzie, jak nic się nie dzieje, nic się nie zmienia, to robię przerwę dwa tygodnie i dziecko na przykład zaczyna w tym czasie raczkować. Także takie przerwy też są czasem dobre. I tutaj każdy przypadek jest inną historią. To już na wyczucie, na to, co się dzieje trzeba obserwować, bo tu nie ma złotego środka.

– Ile trwa konsultacja u Ciebie?

– Pojedyncza konsultacja trwa czterdzieści minut.

– To jest ta pierwsza, kiedy rodzice przychodzą z dzieckiem?

– Ta pierwsza jest czasem dłuższa. Jak są rodzice, którzy mają bardzo dużo pytań, to trwa dłużej. A jak są rodzice, którzy nie bardzo mają pytania, przyjmują to, co ja mówię to tak koło czterdziestu minut, bo jeszcze z jakimiś moimi notatkami. Taka obserwacja samego dziecka to jest takie pół godziny na tej pierwszej wizycie. Ja wtedy koncentruję się tylko na dziecku, Patrzę, co ono umie. Jak w moich rękach się zachowuje. Te pierwsze wizyty zazwyczaj nie są opłakane, bo na nich się nic nie dzieje tak naprawdę. Później czasem bywa jakiś problem.

– A te kolejne spotkania dla maluchów- jak długo one pracują?

– Tak do czterdziestu minut. Czasem jest tak, że jest krócej na początku, bo na przykład nie wytrzymują. Zdarza się, że dziecko zaśnie po pół godziny, bo już jest tak zmęczone. Ja jestem taką trochę aktywną terapeutką. Jak porównuję do mojej Asi, z którą razem w gabinecie pracujemy, to ona dużo spokojniej pracuje. Chociaż mi się i tak wydaje, że ja mam dużo spokoju w sobie na tych terapiach, ale ona jeszcze spokojniej i na przykład moje dzieci są bardziej zmęczone niż jej. A efekty mamy takie same.

– Czyli jak po dobrym treningu u Ciebie.

– Tak, u mnie trochę jak po dobrym treningu jest. Chyba że mam maluchy, które widzę, że ciężko przyjmują i są wrażliwe to działam bardzo lajtowo, na początku szczególnie zupełnie inaczej się wtedy pracuje.

– Trzy rady jakbyś miała dać rodzicom takich najmniejszych dzieci? Zebrałabyś takie? Rady dotyczące kształtowania dobrej postawy.

– Przede wszystkim skorzystać z tych porad pielęgnacyjnych. Ja mam takie warsztaty w ofercie, one są dojazdowe do domu i składają się z czterech spotkań w odstępie tygodniowym. Dlatego są cztery, bo tych rzeczy jest dosyć dużo. Jeśli ja bym to chciała przekazać w ciągu dwóch spotkań, to by ten maluch nie dał rady. A i rodzice by mieli mętlik. Więc spotykamy się aż cztery razy. Powolutku rodzice sobie to wszystko przećwiczają. Ten maluch w tym czasie też rośnie, więc możemy zaobserwować różne rzeczy. Ja go widzę tydzień po tygodniu, więc też mogą wyjść różne rzeczy jeszcze do korekcji. Więc już mają dwa w jednym tak naprawdę. I powiem szczerze, że rodzice, którzy skorzystali z tych warsztatów są naprawdę zadowoleni. Bo ja potem mam taki feedback, że im się dużo łatwiej funkcjonuje w domu z tym maluchem, że mają taki spokój, że się tak nie martwią. Te rodziny, te maluszki, które skorzystają z tego, one też mają moją opiekę w sensie tych co trzymiesięcznych spotkań. Oni mogą potem przyjechać do gabinetu co trzy miesiące i w cenie tych warsztatów skorzystać z tego bilansu. To jest taki pakiet. Warsztaty plus taki pakiet na rok dla rodziców.

– Gdzie dojeżdżasz? Działasz na terenie Wrocławia i w okolicach?

– Na warsztaty domowe tak. Natomiast z wizytami gabinetowymi, terapeutycznymi jeżdżę czasem do maluchów wcześniaków albo do noworodków, jak wiem, że mama nie ma jak dojechać. Ale generalnie jednak pracuję w gabinecie.

– Gdzie pracujesz?

– Mam gabinet na Kwiskiej we Wrocławiu. I tam tylko. Już od trzech lat jestem tylko w gabinecie. Już nie współpracuję z przychodniami. Może kiedyś do tego wrócę, ale jako mama trójki dzieci na razie ograniczyłam troszeczkę pracę.

– Masz też inne obowiązki. Jak powinni się rodzice przygotować do takiej wizyty? Jeżeli zakładam- znajdą Cię, zadzwonią do Ciebie, umawiacie się na jakiś konkretny termin, Jak oni mają się przygotować do tej pierwszej wizyty.

– Już wszystko mówię. Więc dzwoni mama, chciałaby się umówić na konsultację. Znajdujemy termin w grafiku. Ja jestem dwa razy w gabinecie od rana do późnego popołudnia i dwa razy jestem do czternastej. Jeżeli to jest bardzo maleńkie dziecko, ja jeszcze proszę, żeby mama zabrała ze sobą ręcznik kąpielowy, żeby go położyć na matę, żeby tego malucha bezpośrednio tam nie kłaść. Mimo że to wszystko jest wydezynfekowane. Ale to jest maleńkie dziecko. Będzie mu po prostu przyjemniej. Jeśli używa smoczka, to smoczek. Żeby dziecko było nakarmione. Ja wolę, żeby ten maluch był nakarmiony nawet przed terapią niż był głodny. Bo jak będzie głodny, to my nic nie zrobimy. Więc zawsze mówię, żeby maleństwo było nakarmione. Zawsze można jeszcze dokarmić w czasie terapii, ale ucieka nam czas wtedy. Ja mam pacjentów poumawianych na godziny i staram się kończyć i czasie, żeby kolejne osoby nie musiały czekać. Także jak ucieka czas na karmienie to to jest strata rodzica. Także z ręcznikiem, ze smokiem, pieluszka wiadomo, nakarmione i w zasadzie to wszystko. Nic innego nie trzeba. Jak są troszkę starsze dzieci, to ja mam oczywiście mnóstwo zabawek w gabinecie, ale jak jest coś takiego super ukochanego, jakaś pozytywka czy coś, co uciszy, uspokoi dzieciaczka, to oczywiście też mogą zabrać.

– Aniu, mówiłaś, że pracujesz z niemowlakami- o nich głównie dzisiaj rozmawiałyśmy. Z dziećmi troszeczkę większymi, które trafiają z różnymi problemami rozwojowymi. Ale ja widziałam też, że masz w swojej ofercie zajęcia dla kobiet. Czy to są jakieś warsztaty, spotkania? Powiedz coś więcej.

– To jest taka nowa ścieżka, nowy horyzont który otworzyłam. Pomysł pojawił się stąd, że wiele mam skarży się na bóle kręgosłupa i odcinka piersiowego i lędźwiowego szczególnie, a to, że miednica boli. Pytają. I tak zaczęłam czytać i podszkoliłam się w tym temacie na kursach i faktycznie zaczęłam pracować z kobietami. Problem jest w tym, że w tej chwili zajmuję się głownie mamami po porodzie. Ponieważ te mamy i tak są w gabinecie. One przychodzą z dzieckiem. W sposób spontaniczny ta rozmowa się wywiązuje. Pracujemy nad tym, żeby wzmocnić brzuch. Często jest problem po ciąży z rozstępem mięśni brzucha. Więc chodzi o to, żeby ta pani, która ma ten rozstęp mięśni brzucha nie poleciała po dwóch miesiącach, jak skończy jej się okres połogu na siłownię, na trampoliny, na jakieś ćwiczenia, w których jest skakanie, bo zrobi sobie jeszcze większą krzywdę.

– Jeśli ma te rozstępy, tak? Bo normalnie nie ma przeciwwskazań aż takich?

– Niekoniecznie właśnie. Okres połogu dla lekarza ginekologa to jest osiem tygodni. A dla nas to albo jest do końca okresu karmienia, bo ciało jest wtedy inne albo do dziewięciu- dziesięciu miesięcy mniej więcej.

– To kiedy jest ten czas, kiedy kobiety mogą powrócić do aktywności fizycznej? Powiedziałaś osiem tygodni połogu, o którym mówimy jako o takim ogólnym czasie. To kiedy możemy wrócić, my mamy, do jakiejś aktywności fizycznej?

– My możemy wrócić do aktywności po tych ośmiu tygodniach, tylko ona powinna być najlepiej indywidualnie dostosowana do danej kobiety, do danej osoby. Bo jeżeli jest rozstęp mięśni brzucha na przykład, to nie powinno się absolutnie robić takich tradycyjnych brzuszków, bo jeszcze bardziej sobie ten rozstęp rozszerzymy. On będzie jeszcze większy. Zbudować to napięcie mięśniowe w środku, żeby potem móc sobie pójść na zwykły aerobik. Nie po to natura stworzyła nam możliwości chodzenia na spacer- spacer właśnie plus taka umiarkowana aktywność, dopasowana do każdej kobiety, ćwiczenia dna miednicy przede wszystkim, to jest też kluczowa sprawa, żeby ta mama mogła sobie codziennie przez dziesięć minut na początku poćwiczyć w domu i chodzić na spacery jest super rozwiązanem. A dopiero potem taka aktywność duża. Czasem zdarza się tak właśnie u tych mam, które wrócą do takiej aktywności sportowej, że one owszem, mają wymodelowaną sylwetkę, ale w środku te mięśnie posturalne w ogóle ich nie trzymają, bo one w ogóle ich nie ćwiczą. I pojawiają się: bóle kręgosłupa, bóle miednicy, bóle nóg itd. Dlatego trzeba na siebie uważać. Warsztaty dla mam to są zajęcia terapeutyczne. Mama umawia się na wizytę i ja patrzę, co jest, jak wygląda sylwetka, jaki jest problem, czy jest rozstęp brzucha, czy blizna może powodować jakieś tzw. restrykcje w ciele. Oceniam to wszystko i układam podstawowy plan treningowy, żeby ona mogła ćwiczyć w domu. I my się spotykamy raz na dwa-trzy tygodnie. To nie jest tak, że my się co tydzień musimy spotykać. Ona sobie pracuje i za trzy tygodnie patrzymy czy się coś zmieniło. Często mamy po tym manualnym działaniu na brzuchu, już wstając u mnie w gabinecie ze stołu, już mówią, że ten brzuch inaczej wygląda. I faktycznie jest taki efekt wow. Czują różnicę. Także to jest taki nowy horyzont i mam nadzieję, że on się będzie rozwijał.

– To powiedz jeszcze raz Aniu, gdzie Cię znaleźć?

– Można mnie znaleźć fizycznie na Kwiskiej w gabinecie, Kwiska 5-7, gabinet 30b, to jest taki niezbyt piękny biurowiec szary. Jesteśmy na parterze, żadnych progów, schodów, z wózeczkiem się do nas wjeżdża, nie ma problemu. I w ziemie, i w lecie, o każdej porze roku. Mam stronę w internecie: www.fizjomedica.wroclaw.pl i funkcjonuję też na FB, tam wrzucam co jakiś posty dotyczące rozwoju, a to właśnie tych mam a to różnych problemów. Udostępniam różne też artykuły. Także tam można poczytać różne rzeczy.

– To ja bardzo Ci dziękuję za dzisiejsze spotkanie, nie wiem czy chcesz coś jeszcze dodać dla tych rodziców, którzy nas będą słuchać?

– Chciałabym zachęcić przede wszystkim do tego, żeby korzystać, że wizyta u fizjoterapeuty nie jest straszna i nie oznacza od razu wielkich problemów. My chcemy pomóc, Naprawdę. Pomóc rodzicom przede wszystkim, żeby to dzieciątko prawidłowo pielęgnowali, prawidłowo prowadzili. To są takie naprawdę niewielkie działania. A wnoszą bardzo dużo.

My chcemy pomóc, Naprawdę. Pomóc rodzicom przede wszystkim, żeby to dzieciątko prawidłowo pielęgnowali, prawidłowo prowadzili. To są takie naprawdę niewielkie działania. A wnoszą bardzo dużo.

To jest najważniejsze. I taki spokój jak się przychodzi do fizjoterapeuty na pierwszą wizytę, bo to widać, że rodzice są często bardzo zestresowani i to się odbija też na emocjach dziecka. My naprawdę jesteśmy dla Was. Otwarci, troszkę mamy chyba inne podejście niż lekarze, przynajmniej w znacznej większości. Także zachęcam do takich działań.

– Zachęcamy do tego, żeby się fizjoterapeutów nie bać, żeby korzystać z ich pomocy. Ja też myślę o tym po naszej dzisiejszej rozmowie, żeby działać szybko. Bo jednak te kilka pierwszych miesięcy mija bardzo szybko. Tam się wiele różnych rzeczy dzieje. Warto z tego wsparcia skorzystać. Ja jestem tego najlepszym dowodem, bo tak, jak wspominałam na początku Ania jest tutaj u mnie dzisiaj dlatego, że trafiłam z moim kilkumiesięcznym synem do niej i widziałam ogromne efekty tej pracy. A więc drodzy rodzice, nie bójcie się, korzystajcie i wspierajcie swoje dzieci w rozwoju. I pamiętajcie o tym, że rodzice i nauczyciele są managerami najcenniejszego zasobu na świecie, jakim są dzieci. Do tego Was gorąco zachęcam i zapraszam już dzisiaj na kolejny odcinek naszego spotkania. Dziękuję Aniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *