30.03.2019
Foks, ul. Krzycka 83c/1c
Zdradzony przez ojca.

TRANSKRYPT PODCASTU

Dzień dobry, ja nazywam się Joanna Bzdzion i witam Was serdecznie w nowym odcinku podcastu rodzic-lider. Jest to podcast dla rodziców, którzy szukają inspiracji w budowaniu relacji z dziećmi. 

Wracam do Was po pewnej przerwie w nagrywaniu, ta przerwa była dosyć długa, ale nie poddaje się i nagrywam dalej. Tym razem wracam do Was z pomysłem na serię nagrań z recenzjami książek dla rodziców. Dlatego, że często pytacie mnie jaką książkę poleciłabym w jakimś konkretnym temacie, postanowiłam, że pogrupuję te tematy w pewien sposób i właśnie w tych krótkich podcastach będę starała się Wam polecać, inspirować Was do pewnych lektur, książek, które ja przeczytałam i które uważam, że warto choćby, chciałam powiedzieć mieć na półce, ale nie zawsze mieć na półce. Warto po nie po prostu sięgać. 

Wiem, że rodzice zazwyczaj nie mają czasu, dlatego staram się dla Was nagrywać krótkie podcasty, które możecie odsłuchać w drodze do przedszkola, szkoły. A dla tych z Was, którzy lubią czytać pod każdym odcinkiem znajduje się transkrypt. 

O czym usłyszysz w tym odcinku? 

W dzisiejszym odcinku chciałabym Wam polecić książkę Wojciecha Eichelbergera zatytułowaną „Zdradzony przez ojca”. Sięgnęłam po tę książkę dlatego, ponieważ…potrzebuję jakoś wystartować:). Muszę być z Wami szczera. Potrzebuję jakoś zacząć. Zacząć dobrze i lekko i z przyjemnością. To była książka, którą przeczytałam ostatnio w wakacje. Mam jeszcze drugą w zanadrzu, która będzie w innym odcinku, dlatego chciałam Wam o niej dzisiaj opowiedzieć. To jest książka, którą znalazłam w bibliotece. Właśnie dlatego na początku na chwilę się zatrzymałam, jak powiedziałam, że książki, które powinniście mieć na półce, bo oczywiście nie warto wszystkich książek kupować i mieć na półce. A jednak czasami warto jakieś wybrane fragmenty z nich znać. 

Ja poszłam do biblioteki po jakieś lekkie lektury wakacyjne, jakiś fajny kryminał, ale zawsze jak jestem koło półki psychologicznej, to ciężko mi obok niej przejść nie zerkając. Zerknęłam, zobaczyłam, dwie cieniutkie pozycje. Sięgnęłam, przeczytałam i dzisiaj właśnie o tej książce „Zdradzony przez ojca” chcę Wam opowiedzieć. 

To jest książka, która została wydana już w 1998 roku. Czyli już dobrych kilka lat temu. A nawet kilkadziesiąt. Jednak to jest taka książka z gatunku tych uniwersalnych, której tezy są tak uniwersalne, że nie starzeją się, nie zmieniają się wraz z wiekiem. Tytuł książki mógłby sugerować, że jest to książka przeznaczona głównie dla ojców i cieszę się, że taki jest tytuł, bo być może ojców on będzie właśnie przyciągał. A tych pozycji książkowych dla ojców jest nieco mniej. Nie ma ich aż tak dużo. Natomiast myślę sobie, że jest to książka nie tylko dla ojców, jest to książka, którą warto, żeby również mamy przeczytały, dlatego, że autor podaje wiele przykładów tego jak relacja matki z synem wpływa na późniejsze życie syna. I właśnie o tych przykładach opowiem Wam za chwilkę. 

Teza przewodnia książki.

Generalnie tezą przewodnią książki jest to, żeby w chłopcach otwierać serce. Żeby ich zapraszać do ich kontaktu z sercem. Możemy to zrobić tylko wtedy, jeśli sami ten kontakt ze sobą mamy. Jednym z cytatów, który pochodzi z tej książki, a który jest zaczerpnięty z jeszcze innej książki, książki Roberta Bly „Żelazny Jan” brzmi:

“Nie dawaj młodemu mężczyźnie broni do ręki, zanim nie nauczy się tańczyć.”

Jest to taki cytat metafora, który wyrwany z kontekstu nie zawsze będzie zrozumiały, natomiast ja przez ten cytat rozumiem właśnie to, że potrzebujemy coraz bardziej i coraz głośniej mówić o tym jak ważne jest uruchamianie naszych serc.

Świata nie da się ogarnąć tylko umysłem i tylko rozumem.

I szczególnie w wychowaniu chłopców, w którym często powtarza się, że mają nie płakać, bo chłopaki nie płaczą, że nie mogą się mazgaić. Często chłopców odcinamy od ich emocji. Staramy się ich wychować na dzielnych wojowników, nieustraszonych, niepokazujących emocji. Autor już 20 lat temu, autor Wojciech Eichelberger mam na myśli, mówił o tym jak ważne jest, żebyśmy chłopców właśnie od samego początku uczyli kontaktu z ich sercem, z ich emocjami, z tym, co czują. Autor w książce mówi też, że: 

“Stawanie się mężczyzną musi opierać się na doświadczaniu radosnej i zachwycającej strony życia.”

I myślę, że ten kolejny cytat jest bardzo powiązany z tym pierwszym, który właśnie mówi o tym, że uczmy dziećmi zachwytu nad światem i zachwycajmy się tymi dziećmi. To je najbardziej tego zachwytu nauczy. Nie podnośmy coraz wyżej poprzeczek. Nie stawiajmy coraz więcej wymagań. Jesteśmy w świecie, który bardzo, bardzo pędzi do przodu. Który jest coraz bardziej ambitny. I tacy też my rodzice, bo sama jestem rodzicem i chłopca i dziewczynki- stąd takie moje zainteresowanie tą pozycją- coraz częściej podnosimy te poprzeczki jeszcze wyżej i nakładamy tym naszym małym dzieciom na głowę coraz więcej obowiązków i list ‚to do’ tak zwanych, list rzeczy do zrobienia. Dajmy dzieciom spokojne i radosne dzieciństwo. Takie, które nie będzie nasycone naszymi, dorosłymi ambicjami. Tylko takie, które będzie nasycone naszymi dobrymi emocjami w tej relacji z dziećmi. To tytułem wstępu, ponieważ dla mnie właśnie, powiem to jeszcze raz, myślą przewodnią tej książki jest to, żeby w chłopcach budzić ich serce. Może nawet nie tyle budzić, bo to chyba złe słowo, chłopcy mają to serce, ale żeby im tego serca nie zamykać naszymi postawami dorosłymi. Żeby im pokazywać, że to dobrze jest mieć kontakt ze swoimi emocjami. Autor mówi też taką dosyć mocną tezę, że

“Mały chłopiec pozbawiony miłości w dzieciństwie staje się najdzielniejszym wojownikiem na wojnie.”

Dlatego, że jeśli miłości i szacunku w relacjach z dorosłymi zabraknie, to takie dziecko, nieważne czy chłopiec czy dziewczynka, będzie pełne żalu i złości. Żal i złość będą go bardzo mocno nasycać. I wtedy, żeby jakoś je z siebie wydobyć, żeby jakoś się z nimi uporać, to taki chłopiec chętnie pójdzie na przysłowiową wojnę. Ona oczywiście może mieć różne postacie. Ta wojna to może być zdobywanie kolejnych szczytów kariery, ta wojna to mogą być sporty ekstremalne, albo różne inne okoliczności, w których mały chłopiec będzie mógł w jakiś sposób wyładować swój żal i złość. Małe dzieci potrzebują przede wszystkim spokoju, miłości i czułości. 

Strategie w relacjach z dziećmi.

Idąc dalej, każdy z nas w relacjach z dziećmi przybiera różne strategie. To są często pewne nasze nieświadome taktyki, które zazwyczaj wynieśliśmy z własnych domów,  zostaliśmy nimi obdarowani przez naszych rodziców, a potem mniej lub bardziej świadomie powielamy je w relacjach z dziećmi. Jeśli robimy to świadomie, to ok, bo wtedy uważamy, że dana strategia nam służyła i my ją kontynuujemy. Czasami świadomie wybieramy strategie, które nam nie służyły z jakichś względów. Sami wiemy, że na nas działały niekorzystnie, ale je powielamy, nie potrafimy tego koła przerwać. Ale równie często jest dostępna opcja numer trzy, kiedy to nieświadomie stosujemy strategie, które na nas stosowali nasi rodzice po prostu. 

Autor wymienia kilka takich strategii, które pojawiają się w relacjach matka-syn i które odgrywają dużą rolę w budowaniu w przyszłej postawy chłopca wobec kobiet. Oczywiście byłoby bardzo dużym uproszczeniem gdybyśmy tę całą odpowiedzialność złożyli  na mamy i na tę relację mama- syn i gdybyśmy powiedzieli, że to tylko ona wpływa na to jak ukształtuje się przyszła postawa syna. Jest oczywiście jeszcze szereg innych czynników. Niemniej  ta relacja jest bardzo ważna, bardzo istotna i ten wpływ dosyć duży na kształtowanie się postawy syna na przyszłość ma.

A więc jakie to są strategie, o których mówi autor. Wymienię kilka z nich, w książce jest opisanych więcej, chcę Wam opowiedzieć o kilku przykładowych.  

Pierwsza strategia, czyli wieczne dziecko, czyli ‘zostaje z mamą’. Chłopiec, który nigdy nie dorośnie. Chłopiec, który nieważne ile będzie miał lat, chce zostać z mamą. To jest dziecko emocjonalnie uzależnione od mamy i to poczyniła mama uzależniając je od siebie. Często  jest wtedy tak, że matka nieświadomie pokłada w synu nadzieję, że kiedy dorośnie to on zastąpi jej jej partnera i stanie się jej wymarzonym mężczyzną. To będzie ten wymarzony chłopiec. To jest taki chłopiec, który nie potrafi odejść od mamy, dlatego, że budzi to w nim tak ogromne poczucie winy, że nie jest w stanie tego zrobić. Taka matka ma wciąż kontrolę nad życiem syna, są od siebie oboje emocjonalnie uzależnieni.  

Inna strategia, inna postawa, którą czasami możemy obserwować to postawa Don Juana, czyli takiego, który boi się tej jednej. To mężczyzna, który zdobywa wiele kobiet, ale nie potrafi być w bliskiej, prawdziwej relacji. Nie potrafi przyjąć kobiety takiej z krwi i kości, która otwiera się przed nim ze swoimi zaletami, ale też wadami, ponieważ on sam nie może okazać słabości. Nie może pokazać swoich wad. To jest taki chłopiec, który został w dzieciństwie w pewien sposób uwiedzony przez matkę. Jego matka zapraszała go do tego żeby on był jej adoratorem, jej wielbicielem. Chciała być przez niego wielbiona. Jednocześnie w tym wszystkim była dla niego niedostępna emocjonalnie. To sprawiło, że taki chłopiec rusza w życie z przeświadczeniem, że nie zasługuje na miłość. Więc będzie szukał takich partnerek, z którymi nie będzie mógł wejść w bliskie relacje. Nie będzie potrafił zrezygnować z tego swojego idealnego wizerunku cudownego chłopczyka, adoratora mamy. 

Inna podobna strategia, o której mówi autor to playboy, czyli ten, który ‘woli się bawić niż się bać’. To jest taki słodki, mały chłopczyk, o którego w dzieciństwie bardzo się dba, ale dba się nie po to, żeby zaspokoić jego potrzeby, nie dla niego samego, ale po to, żeby on był ozdobą mamy. To jest taka mamy „broszka”, którą można się pochwalić. Taki piękny, taki śliczny, taki cudowny, tak dobrze się uczy, ale też czasami w drugą stronę- taki biedny, taki gapciu nasz kochany itd. Ten chłopiec w dzieciństwie służył  mamie do jej gier. Matka była prawdopodobnie dominującą i uprzedmiatawiająca. Traktowała syna jako przedmiot, który ma służyć zaspokajaniu jej strategii. Dzięki temu chłopiec wchodzi w relacje z kobietami na swoich warunkach. Boi się, tak jak poprzednio odrzucenia, boi się bliskich związków i te relacje muszą się odbywać na jego warunkach. 

Kto jeszcze. Jeszcze np. jest tutaj taka strategia na mnicha, czyli tego, który zostaje sam. Zostaje samotnikiem. Autor tutaj mówi, że są takie trzy główne przymioty dorosłego mężczyzny potrzebne w świecie. To jest dyscyplina, odpowiedzialność i odwaga. I to są takie cechy, których chłopiec uczy się od innych mężczyzn najczęściej. Ważne, żeby to tata uczył tych cech. Kiedy tego brakuje, to brak jest też w chłopcu gotowości do wzięcia odpowiedzialności za swoje życie i wtedy taki chłopiec woli pozostać sam niż wchodzić w bliskie relacje z innymi. Bo w tej samotności tej odpowiedzialności nie musi brać aż tak dużo. 

Jeszcze ostatnia strategia, o której Wam opowiem. Nie jest tak łatwo opowiadać o tych strategiach, dlatego, że one w książce opisane są dużo szerzej. Ja Wam chciałam tylko opowiedzieć mniej więcej, jak to jest pokazane. Ostatnia strategia, o której Wam opowiem, to jest uzurpator, czyli takie chłopcu, takiemu mężczyźnie przyświeca myśl, żeby się tylko nie wydało. To jest tak, że często wtedy matka mści się na synu za zachowanie ojca. Np. Za to, że ojciec odszedł. Jest wobec syna bardzo krytyczna, wrogo nastawiona i to jest taka jawna wrogość. Ten syn w dorosłym życiu marzy o tym, żeby uzyskać podobną moc i wpływ na otoczenie, jaki miała jego matka. Po to, żeby już nikt nie mógł go nigdy upokorzyć. I z tego powodu taki mężczyzna będzie często wybierał partnerki słabsze, takie, które będą odczuwały wdzięczność za to, że zostały przez niego wybrane, co jemu zapewni poczucie kontroli, poczucie przewagi, dominację w tej relacji. Może być też tak, że to ojciec w tej relacji depcze po synu, krytykuje go, poniża, po to, żeby poprawić sobie swoją samoocenę. Syn wtedy traci kompletnie poczucie wartości, uznaje, że jest nic nie warty, nie wie kim naprawdę jest. Czuje się tak, jakby nikt go tak naprawdę nie znał. Bo skoro najbliższe mu osoby, jego rodzice go nie znają to z taką wewnętrzną, gdzieś zakorzenioną myślą idzie właśnie w świat. I przez to później z roli ofiary oczywiście przekształca się w tę rolę dominującą, rolę, w której to on może upokarzać najczęściej innych. 

Takie są strategie wymienione przez autora. Autor mówi jeszcze, że 

„Matka może dać nam bardzo dużo radości i nauczyć doceniać życie, ale nie będzie to taka radość, jaką możemy odczuwać, przebywając ze szczęśliwym ojcem czy w gronie mądrych mężczyzn.”

To bardzo ważne, bo we współczesnych czasach coraz więcej jest samotnych matek. Czasami to jest samotność, kiedy te matki naprawdę wychowują dzieci same bez ojców, a czasami to jest taka samotność emocjonalna, kiedy ojciec jest obecny, ale tak naprawdę nie ma w nim wsparcia emocjonalnego, psychicznego. Bardzo często wtedy taka matka odczuwa gniew na tego mężczyznę. A ten gniew, który tak naprawdę nie jest skierowany do syna bezpośrednio, ale też nie ma ujścia gdzie indziej, bardzo często w tej relacji z synem się przejawia. 

3 rodzaje gniewu

Tutaj znów autor wymienia takie trzy rodzaje gniewu, które mogą się w tej relacji z synem objawiać. Opowiem Wam o nich, bo myślę, że są bardzo ciekawe i też warte zauważenia. 

1. Upragniony wróg.

Syn może stać się dla matki jej upragnionym wrogiem, do czego oczywiście nie przyznaje się sama przed sobą. Wtedy jej agresja często przybiera postać nadopiekuńczości. Być może dla niektórych z Was będzie to zaskakujące, że nadopiekuńczość może być formą wrogości, ale tak właśnie jest i jest to taka wrogość, której dziecku jest bardzo trudno stawić czoła. To nie jest wrogość bezpośrednia, to jest taka zakamuflowana wrogość, która jest dla dzieci bardzo, bardzo trudna. Syn nadopiekuńczej mamy w przyszłości będzie bał się świata, będzie bał się podejmować ryzyko. Zapożyczy od matki przekonanie, że jest słaby, że do niczego się nie nadaje, że nic nie potrafi, że jest nic nie wart tak naprawdę.  I taki właśnie słaby syn w przyszłości będzie poszukiwał partnerek opiekuńczych, dominujących, takich, od których będzie mógł stać się zależny tak, jak w dzieciństwie był zależny od mamy. Ta nadopiekuńczość myślę, że dobrze, że pojawia się jako pierwsza, ona często dosyć jest do zaobserwowania w relacjach matka-syn. Więc warto, żebyśmy sobie uświadamiali, że czasami pod nadopiekuńczością może kryć się pewna wrogość matki do syna. Taka wrogość, do której sama przed sobą się nie przyznaje. Syn takiej nadopiekuńczej mamy może też przyjąć postawę zupełnie przeciwną. Z takiej uległej pójść w postawę skrajnie odmienną, czyli szarżować, ryzykować, udowadniać całemu światu jaki jest z kolei dzielny.  Jeśli zabrakło tego balansu w dzieciństwie, to może pójść w jedną albo w drugą stronę. 

2. Znienawidzony wybawiciel.

Inny scenariusz zagniewanej matki to taki, w którym syn staje się dla matki znienawidzonym wybawicielem– tak to nazywa autor.  Wówczas agresja matki przybiera formę nadmiernego obciążania syna swoimi problemami, chorobami, matka często wymusza na synu opiekuńczą postawę swoim szantażem emocjonalnym. Ta matka wyraża swój gniew wprost. Nienawidzi syna za to, że jest dzieckiem faceta, który ją tak skrzywdził. Syn jednak nie mając dostępu do ojca (ani czasami fizycznego, ale też czasami takiego emocjonalnego), i będąc całkowicie zależny od matki, musi ją wyidealizować, żeby przeżyć w dzieciństwie. Inaczej bez opiekuna nie jest w stanie przeżyć. Jednocześnie gromadzą się w nim ogromne pokłady nieświadomej agresji wobec matki. To normalne- jeśli ona go źle traktuje, on odczuwa wobec niej ogromną agresję. To z kolei rodzi ambiwalencję w dorosłym życiu, kiedy to mężczyzna jednocześnie pragnie miłości, pragnie bliskości, czułości, a tym samym też nienawidzi kobiet, obawiając się, że będą takie jak matka. Że zawiodą go tak, jak zawiodła go jego matka. 

3. Zagniewany pan.

Trzeci scenariusz rozgniewanej matki, ostatni, to taki, w którym syn dostaje od matki rolę- autor to nazywa- ‚zagniewanego pana’. Uśmiecham się przy tym określeniu, bo ten zagniewany pan to jest taki mały królewicz w domu, któremu matka musi usługiwać. Którego wszystkie zachcianki musi spełniać, bo jeśli tego nie zrobi to mały zagniewany pan bardzo się rozzłości, a tego mama nie zniesie. Mama bardzo nie chce, żeby syn odczuwał jakiekolwiek negatywne emocje. A to bierze się z tego, że opuszczona przez partnera w jakiś sposób, wyrzeka się swojego gniewu, nie dopuszcza go do siebie, nie zakłada, że może go odczuwać- jest on dla niej tak odległy, że przyjmuje na siebie rolę ofiary. W ten sposób stara chronić siebie przed tym, żeby nie poczuć tej agresji właśnie. Jest ona dla niej niedostępna. A jednocześnie, ponieważ dla niej te emocje są tak niedostępne, to też stara się chronić syna przed tymi emocjami i używa wszelkich sposobów, żeby sobie zaskarbić jego przychylność i żeby tylko syn był zadowolony, uśmiechnięty, szczęśliwy. Niestety taki scenariusz często obraca się przeciwko samej matce, bo taki syn po czasie czuje do matki niechęć. Taki mężczyzna w przyszłości będzie wybierał partnerki, których nie będzie szanował, które tak, jak matka będą mu się kojarzyły z uległością i z podporządkowaniem. 

Myślę, że te strategie, które tutaj wymieniłam, te trzy ostatnie, są bardzo jasno opisane. 

Wspominam o nich właśnie dlatego, bo mogą one pomóc nam, matkom, budować lepsze relacje z synami. Tak, jak powiedziałam na początku, to nie jest książka tylko dla ojców. To nie jest książka tylko o relacji syn-ojciec. Jest tutaj równie wiele wątków dotyczących relacji właśnie syn-ojciec jak i tych dotyczących relacji matka-syn. Mogą nas one inspirować do zmian, pomagać na, dostrzegać błędy, które przecież wszyscy jakieś popełniamy. 

Na koniec chcę Wam jeszcze powiedzieć o tym, że ta książka jakoś skojarzyła mi się z pozycjami Jespera Juula, który niestety w tym roku odszedł i który już nic więcej dla nas nie napisze, a którego recenzje książek też mam w planie dla Was w przygotowaniu. Skojarzyła mi się ona z książkami Jespera Juula z dwóch powodów: z jednej strony to dlatego, że objętościowo te książki są takie dosyć cienkie. Mówię to dla tych z Was, którzy mieliby ochotę przeczytać, a obawiają się, że to będzie wielkie tomisko. Książka Wojciecha Eichelbergera „Zdradzony przez ojca” to taka mała książeczka, 72 strony dokładnie, więc naprawdę można ją w jeden wieczór, jak to się mówi- łyknąć. Podobnie jest z wieloma książkami Jespera Juula, które są dosyć cienkie, a bardzo treściwe też, i do których Was już dzisiaj gorąco zapraszam, żebyście po nie sięgali, bo mogą dać Wam wiele nowych perspektyw na budowanie relacji z Waszymi dziećmi. 

To jest jeden z wątków łączących tych dwóch autorów dla mnie. Jest jeszcze drugi wątek- Wojciech Eichelberger często mówi o tym, że nasz wpływ na życie naszych dzieci kończy się mniej więcej około 14-15 roku życia. Oczywiście to nie jest tak, że później już nic nie można zrobić, bo zawsze możemy w jakiś sposób te postawy nasze i te relacje kształtować. Natomiast jest tak, że przez te pierwsze lata wypełniamy w jakiś sposób ten plecak naszego dziecka, z którym idzie później w świat. Albo jak mówi autor napinamy pewien łuk i później wypuszczamy z niego nasze dziecko jak strzałę. Podobnie mówił o wychowaniu Jesper Juul, który też uważał, że nasz wpływ na nasze dzieci kończy się wraz z ich nastoletnim wiekiem, który to też coraz bardziej się już teraz obniża. To dlatego tak ważne jest tych pierwszych kilka lat i to, co wtedy w dzieciach zbudujemy i jakie postawy w nich wykształcimy, jak się nimi wtedy zaopiekujemy. Dlatego, że może to być naszym ogromnym kapitałem na przyszłość.

W końcu nasz przyszły świat, to świat, który będą tworzyć nasze dzieci.

Dlatego, jeżeli możemy coś zrobić dla tego świata, to właśnie świadomie wychowywać dzieci. 

W tym odcinku to wszystko. Kończę. Mam dla Was na koniec jeszcze taką krótką anegdotę, o której chciałam Wam opowiedzieć, ponieważ z Wojciechem Eichelbergerem wiąże się pewna historia i być może też dlatego po tę książkę z półki w bibliotece sięgnęłam. 

Kilka lat temu byłam na warsztatach rozwoju osobistego w Nowym Kawkowie  i tam spotkałam właśnie pana Eichelbergera, który prowadził warsztaty oddechowe, w których uczestniczyłam, które były bardzo transformującym dla mnie doświadczeniem. Do tej pory pamiętam niektóre elementy, a było to już kilkanaście lat temu. I też pamiętam, że siedziałam obok pana Eichelbergera później na jakiejś przerwie na kanapie i byłam tak onieśmielona jego autorytetem, że nie wiedziałam czy w ogóle mam cokolwiek powiedzieć czy nic nie mówić i jak się zachować. Teraz wspominam to z pewnym uśmiechem, ale myślę sobie, że właśnie ten jego autorytet, którego czasami z zewnątrz szukamy, to u niego pochodził z wnętrza, z jakiejś jego siły wewnętrznej właśnie i on to też w tej książce niejednokrotnie podkreśla, że ojcowie potrzebują budować swój autorytet na tym, co wewnątrz, a nie na tym, co na zewnątrz. Że to nie atrybuty zewnętrzne, ani nie jakieś zewnętrzne postacie, na których się czasami wzorujemy mają świadczyć o naszej sile i o naszym autorytecie. 

Chciałam Wam o tym zdarzeniu na koniec opowiedzieć. Na dziś to już naprawdę wszystko. Dziękuję i zapraszam już dzisiaj do kolejnego odcinka, który niebawem. Pozdrawiam, do usłyszenia!

Podziel się:

6 myśli na temat “Zdradzony przez ojca.”

  1. Tomasz - Tasty Way of Life pisze:

    Bardzo wartościowe podsumowanie. Czytałem to jakiś czas temu ale wtedy w kontekście własnych relacji z rodzicami. Myślę, że to dobry pomysł z recenzjami książek. Z pewnością wielu z nich nie przeczytam albo będę to odkładał “na później”. A tak esencja jest dostępna w 20 minut. 🙂

    1. Joanna Bzdzion pisze:

      Cieszę się, że się podoba! I dziękuję, że piszesz. To motywuje do dalszego nagrywania. Może jest taka rodzicielska książka, której nie masz czasu przeczytać, a chciałbyś posłuchać recenzji:)?

  2. Tomasz - Tasty Way of Life pisze:

    Acha – szkoda że podcastu nie ma na iTunes (chyba że coś pominąłem). To daje opcję odsłuchania offline w apce np w czasie drogi, kiedy nie mam dobrego zasięgu.

    1. Joanna Bzdzion pisze:

      Tak, wiem, że powinnam to dodać i zrobię to:) Obiecuję!!! I co ciekawe- ojcowie dopominają się o tę opcję:))) Nie jesteś pierwszym, który pyta:)

  3. YezBell pisze:

    Bardzo wartościowa recenzja. Już sama jej treść natchnęła mnie, żeby zrewidować swoje podejście do synka. Po książkę sięgnę choćby za sprawą samego autora, którego również bardzo sobie cenię:). Tematy tutaj poruszone są bardzo istotne i żaden rodzic nie powinien takich zagadnień ignorować. Pozdrawiam

    1. Joanna Bzdzion pisze:

      Dziękuję za komentarz i bardzo się cieszę, że recenzja okazała się pomocna! Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *