30.03.2019
Foks, ul. Krzycka 83c/1c
Czy można złościć się na dzieci?

 

Nie ma chyba drugiej takiej emocji, która poruszałaby równie mocno jak złość.

 

Oczywiście poza miłością. Ale z nią sprawa jest łatwa. Złość natomiast budzi wiele pytań:

Jeśli Ty też zadajesz sobie powyższe pytania, zapraszam Cię do przeczytania artykułu, w którym wyjaśniam jakie są moje sposoby na to, żeby złość zamieniać na miłość.

Czy można złościć się na dzieci? 

To pytanie zadaje sobie niemal każdy rodzic. Kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że nasza złość może szkodzić rozwojowi emocjonalnemu naszych dzieci, zastanawiamy się nad tym, co w takim razie zrobić, kiedy faktycznie czujemy złość z powodu ich zachowania. Chcemy przecież być wobec naszych dzieci autentyczni i szczerzy. 

Pytanie zatem nie powinno brzmieć:

Ale:

Wszyscy wiemy już, że klapsy nie działają. A przynajmniej nie tak, jak niektórzy by chcieli. Owszem, są w stanie zahamować wiele niepożądanych przez dorosłych dziecięcych zachowań. Jednak hamulec jaki wtedy uruchamia się, wynika tylko i wyłącznie ze strachu. Ze strachu przed własnym rodzicem.

Czy można czuć się w życiu naprawdę sobą, budować dobre relacje z innymi, ze światem, być odważnym, asertywnym i jeszcze do tego może trochę przebojowym, jeśli nasze dzieciństwo upływa pod znakiem strachu przed rodzicem?

Nie będę tutaj nawet wspominać o tym, że to przemoc w czystej postaci. Wykorzystanie siły większego i silniejszego do podporządkowania sobie mniejszego i słabszego. Klaps to klaps. Czy przez pieluchę, czy lekko, czy niechcący- klaps, to klaps. Nie usprawiedliwiajmy go głupimi argumentami. 

Ale ok. Po klapsy sięgamy coraz rzadziej. Wiemy- że nie można, że nie wypada. Co nie znaczy, że poradziliśmy sobie z naszą dorosłą złością na dzieci. Kiedyś nauczyciel wchodził do klasy i nieposłuszne dziecko dostawało linijką po palcach. Teraz nikt już nie odważy się tak zrobić. A więc wypracowaliśmy cały arsenał innych środków, które mają nam pomóc zaprowadzić dyscyplinę. W szkole, w domu, w przedszkolu- wszędzie tam, gdzie dorośli próbują zapanować nad dziećmi powszechnie stosowane są takie metody, jak:

To też są formy złości. Na pewno nie wymieniłam tu ich wszystkich (dodaj w komentarzu o czym zapomniałam). One są tak samo szkodliwe, jak klapsy. Klaps zostawia ślad na ciele i na psychice. Powyższych nie widać w postaci czerwonej skóry, ale zostawiają równie głęboki ślad na psychice i w duszy. Dzieci, które doświadczają tego typu przemocy nie są w stanie budować swojego poczucia wartości. Boją się wtedy dorosłych tak samo, jakby dostawały klapsy. A przy okazji uczą się, że są to sposoby na budowanie relacji z innymi i zapewne, jak tylko będą miały okazję, użyją tego samego arsenału środków wobec kogoś słabszego. 

Zatem co zrobić ze swoją rodzicielską złością? 

Przede wszystkim szczerze i uczciwie zapytać siebie samego jak często złoszczę się na dzieci i co wtedy robię? Którego z powyższych sposobów używam? Na co mogę go zamienić? 

Nie ma nic złego w tym, że czasem czujemy złość na nasze dzieci. 

Nie ma chyba na świecie rodzica, którego własne dziecko nie wyprowadziłoby nigdy z równowagi.

Poza tym- nikt nie irytuje nas tak, jak potrafią to robić nasi najbliżsi. Oni naciskają nasze najczulsze punkty. Jednak jeśli oczekujemy od dzieci, że będą potrafiły kontrolować swoje impulsy, że nauczą się radzić sobie ze swoją złością, to najlepszym na to sposobem jest danie im przykładu jak to robić. 

Kiedy ogarnia nas fala złości z powodu zachowania naszego dziecka zróbmy krótką pauzę. Poczujmy tę złość w sobie. Nie reagujmy automatyczne, tak jak robiliśmy to do tej pory. Zatrzymajmy się i sprawdźmy:

  1. Co faktycznie wywołało naszą złość- spróbujmy na całą sytuację popatrzeć z dystansu- tak, jak byśmy próbowali ją nagrać kamerą (pomocne może być wyobrażenie sobie, że ktoś na nas teraz patrzy).
  2. Weźmy głęboki oddech- to pomoże nam wrócić do tu i teraz (niech to będzie świadomy oddech, a nawet kilka oddechów).
  3. Spróbujmy zareagować ze spokojem- na początku to może wydawać się trudne, ale jeśli wykonamy krok 1 i 2, to z czasem nabierzemy wprawy w tym, żeby reagować spokojniej.

Najistotniejszym pytaniem w sytuacji, kiedy jesteśmy źli na dziecko nie jest pytanie:

 „Co wywołało moją złość?”

ale pytanie:

 „Dlaczego mnie to zezłościło?”

Bardzo często jest tak, że dzieci tylko odkręcają kurek z naszym napięciem, robiąc to nieświadomie i nieumyślnie.

A my przepełnieni wieloma innymi napięciami wylewamy je na dzieci. 

Ja również tak mam- kiedy jestem zestresowana i przytłoczona, częściej krzyczę na dzieci, ponieważ w ten sposób nauczyłam się radzić sobie z moim napięciem. Ważne jest dla mnie jednak odkrycie, że dzieci tylko naciskają przyciski we mnie, które powodują wybuch złości. Nie są one jednak winne temu, że mam w sobie wiele napięć, z którymi sobie nie radzę. Potrzebuję znaleźć inne sposoby na rozładowanie mojego stresu. I potrzebuję też świadomej myśli, że NIE chcę krzyczeć na dzieci, dlatego, że jestem zmęczona czy poddenerwowana innymi sytuacjami. Nie chcę się tłumaczyć z mojej złości wobec dzieci. Wolę nad nią pracować.

To, co mi pomaga w zrozumieniu mojej złości i tego, jak reaguję w trudnych dla mnie sytuacjach, to na pewno znajomość własnej historii, świadomość tego, jak złość wyrażana była w moim rodzinnym domu. 

Bardzo często mechanizmy, które stosowali nasi rodzice, przenosimy na nasze dzieci.

Czasem jest też tak, że jeśli wiemy, że sposób w jaki złość wyrażali nasi rodzice, był dla nas krzywdzący, to staramy się robić coś zupełnie przeciwnego. Uciekamy wtedy zazwyczaj w drugą skrajność. Co też nie służy budowaniu dobrych relacji z dziećmi. Tę złość wtedy gromadzimy w sobie i jesteśmy nieustannie napięci. 

Najważniejsze zatem jest odkrycie, co tak naprawdę powoduje moją złość. Jakie czynniki ją wywołały? Może to był ciężki dzień w pracy? Może poranny pośpiech? Może jestem głodny i zmęczony i łatwiej wtedy tracę równowagę? Może mam kłopoty finansowe? Może stresuję się przed ważnym wystąpieniem? Tych czynników może być mnóstwo. Naszym zadaniem jest nauczyć się je rozpoznawać, dzięki temu ciężar odpowiedzialności za naszą złość będziemy mogli przenieść z dzieci gdzie indziej i będziemy też mieć szansę o te obszary zadbać. To są bowiem rzeczy, na które możemy mieć wpływ. 

Nie mamy jednak wpływu na emocje naszych dzieci. A kolejnym ważnym punktem w radzeniu sobie ze złością jest świadomość tego, że:

złość naszych dzieci nie jest naszą złością

Że nie musimy odczuwać tego samego, co czują nasze dzieci. To, że dziecko jest złe, nie znaczy, że ja mam się jego złością zarazić i nakręcać. Wręcz przeciwnie- kiedy moje dziecko przeżywa jakieś trudne emocje to, czego najbardziej wtedy potrzebuje, to mój spokój. Dzięki temu mogę dać mu oparcie w trudnych momentach. Mogę pomóc mu nauczyć się regulować swoje emocje. A zrobię to najskuteczniej, jeśli pozwolę mojemu dziecku przeżyć emocje, których aktualnie doświadcza. 

Umiejętność nie wkręcania się w dziecięcą złość, ma jeszcze jeden ważny aspekt. Myślę, że jest to wręcz najważniejszy aspekt w całym tym wpisie i w temacie złości. Otóż mam na myśli asertywność, czyli umiejętność zadbania o swoje granice.

Nasza złość pojawia się najczęściej tam, gdzie przekroczone zostają nasze granice.

I to my sami pozwalamy innym na to, żeby je przekraczali. Potem jesteśmy na nich źli. I tak koło się zamyka. Żeby wyjść z tego błędnego koła, potrzebujemy nauczyć się stawiać granice. Zwłaszcza naszym najbliższym. Dlatego, że zazwyczaj im jest te granice najtrudniej postawić. Chcemy być lubiani, chcemy budować dobre relacje z innymi i z tego powodu często o swoje granice nie dbamy. Boimy się, że osoba po drugiej stronie się na nas zezłości. Wolimy nie stawiać granic i nie mierzyć się z czyjąś złością. Zwłaszcza złością swojego dziecka. Jeśli więc uświadomimy sobie, że w złości naszego dziecka nie ma nic złego, że ona ma prawo zareagować na postawione przez nas granice złością, my mamy prawo dbać jako rodzice i przywódcy stada o granice w naszej rodzine, jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że fakt, że nasze dziecko jest na nas złe nie oznacza, że ono nas nie kocha, nie lubi i nie szanuje. Jeśli pokażemy mu, że w wyrażaniu  przez nie złości też są granice, że akceptujemy jego emocje, ale nie akceptujemy pewnych zachowań- wtedy możemy być pewni, że wkraczamy na ścieżkę do budowania szczerej, autentycznej i pełnej szacunku relacji z naszym dzieckiem (i z sobą samym). 

Umiejętność dbania o swoje granice jest jednocześnie- jednym z najtrudniejszych i najważniejszych elementów budowania relacji z innymi.

Pamiętajmy też, że wszystkie umiejętności tzw. miękkie, które pomagają nam tworzyć relacje z innymi, tak jak i inne kompetencje, wymagają ćwiczenia. Nikt nie nabywa ich od samego czytania. Potrzebny jest trening. Tak jak nasze mięśnie wyrabiają się w sporcie, tak nasze kompetencje wyrabiają się w praktyce. Nie bójmy się zatem testować, próbować. I nie bójmy się porażki. To, że nie od razu nam wyjdzie tak, jak byśmy chcieli, nie oznacza, że mamy nie próbować. Tylko trening czyni mistrza.  A dzieci dostarczają nam materiału do ćwiczeń każdego dnia. Korzystajmy z niego:-)

I jeszcze jedno- jeśli danego dnia ćwiczenie w zamienianiu złości na miłość nie wyjdzie nam i wrócimy do starych schematów, to pamiętajmy, że jutro znów będziemy mieć nową szansę…oraz pamietajmy o tym MAGICZNYM słowie, którego często próbujemy nauczyć nasze Przepraszam wyrażone szczerze i z autentyczną chęcią zmiany w wyrażaniu swojej złości, może bardzo pomóc w budowaniu relacji. 

P.S. 

Spodobał Ci się ten artykuł? Udostępnij go innym znajomym, którzy na pewno też skorzystają z tych porad. 

Potrzebujesz pomocy w budowaniu relacji z dzieckiem- umów się na konsultację on-line ze mną. Napisz na kontakt@rodzic-lider.pl

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *