Koszyk

Jak nie zgubić dziecka w (za)bieganiu- wywiad z Tomaszem Smacznym, autorem pierwszej polskiej książki w duchu RIE.

Opublikowane przez Joanna Bzdzion w dniu

W tym odcinku posłuchasz o:

  • pierwszej polskojęzycznej książce RIE (raj);
  • zaufaniu w kompetencje dziecka, czyli dlaczego warto nie reagować zbyt szybko;
  • jak wprowadzić więcej luzu i radości do relacji z dziećmi;
  • dla kogo jest książka “Pozwól dziecku być”;
  • co w praktyce znaczy: pozwól dziecku być;
  • trzech fundamentach podejścia RIE: zaufaniu, szacunku i uważnej obserwacji;
  • co Magda Gerber – założycielka nurtu RIE- mówiła o swojej misji;
  • co dla Tomka jest wyzwaniem rodzicielskim i kiedy sięga do swojej książki;
  • największych radościach Tomka z bycia tatą Tosi;
  • grupie na FB Lepszy Tata- ojcowskie inspiracje– jakie wątki pojawiają się tam najczęściej;
  • naszych życzeniach dla ojców- nie tylko z okazji Dnia Taty.

KSIĄŻKĘ “Pozwól dziecku być” do 15 lipca możesz kupić z 10% rabatem na hasło ‘rodziclider’.

TRANSKRYPT PODCASTU:

Dzień dobry, ja nazywam się Joanna Bzdzion, a to jest podcast dla rodziców rodzic-lider. Gościem dzisiejszego odcinka jest Tomasz Smaczny. Tomek jest edukatorem rodzicielskim, certyfikowanym coachem oraz autorem pierwszego polskiego poradnika w duchu rodzicielstwa RIE. Między innymi o tej książce będziemy rozmawiać w dzisiejszym odcinku. Tomek odkąd porzucił w 2016 roku pracę w korporacji zaczął rozwijać swoją, nazwijmy to, rodzicielską pasję, którą dzieli się z innymi rodzicami między innymi promując w Polsce podejście RIE. Ale także będąc współprowadzącym jednej z największych grup rodzicielskich na FB- grupy Lepszy Tata- ojcowskie inspiracje. O tej grupie również dzisiaj porozmawiamy. Tomek dodatkowo wspiera też działania fundacji Share the Care, która zachęca ojców do tego, żeby korzystali z urlopów przysługujących im po narodzinach dziecka. O tym wszystkim, czyli co Tomkowi dało szkolenie, kurs RIE i jak je stosuje będąc tatą Tosi, co jednocześnie jest dla niego największym wyzwaniem oraz największą przyjemnością w byciu ojcem, o to, o co pytają rodzice w jego grupie na FB – o co pytają najczęściej ojcowie, którzy w tej grupie są oraz, który fragment swojej książki Tomek poleca, żeby przeczytać jako pierwszy o tym wszystkim i o wielu innych tematach porozmawiamy w dzisiejszym odcinku.

Tomku witam Cię bardzo, bardzo, bardzo serdecznie. Dziękuję, że przyjąłeś zaproszenie do kolejnego odcinka mojego podcastu. A zaprosiłam Tomka w związku ze zbliżającym się (kiedy nagrywamy- ze zbliżającym się) dniem taty i pomyślałam z kim jak nie z Tomkiem porozmawiać o byciu tatą. A, że Tomek jest tatą w duchu RIE, podejścia, które oboje bardzo lubimy i które nas też gdzieś połączyło na naszych ścieżkach zawodowych, to chciałam dzisiaj Tomka wypytać o dwa takie główne wątki: O to jak to jest być tatą? Oczywiście tatą RIE i czym to się różni od bycia normalnym tatą, zwykłym tatą? Oczywiście żartuję, ale o to jakie są różnice. Ale też chciałam Tomka dzisiaj wypytać o książkę, którą napisał, bo Tomek jest autorem książki pod tytułem ,,Pozwól dziecku być” i ja myślę, że to jest taka książka, która rodzicom na wszystkich etapach może być pomocna, ale szczególnie rodzicom tych najmłodszych dzieci może naprawdę ułatwić rodzicielstwo. Sprawić, że ono będzie radośniejsze, lżejsze, mniej obciążone tymi wyrzutami sumienia, które wszyscy często jako rodzice mamy. Dlatego Tomku powiedz- jak to się stało, że to czego dowiedziałeś się o RIE- ubrałeś w książkę?

– Dzień dobry Joasiu. Dziękuję za zaproszenie. Witam wszystkich słuchaczy i już odpowiadam na Twoje pytanie. Dlaczego o RIE napisałem książkę? Wiesz co- pierwsza odpowiedź jest taka, że ponieważ nie ma polskich książek o RIE i chyba cały czas tak jest. To znaczy moja książka ukazała się pod koniec zeszłego roku- 2021 i myślę zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą, że to była pierwsza polskojęzyczna książka w duchu RIE i ten pomysł już za mną chodził od jakiegoś czasu, bo ja sam chętnie bym poczytał po polsku, a nie szukał źródeł anglojęzycznych. Więc taka jest geneza powstania tej książki i bardzo mnie też to fascynowało, żeby zrobić coś po raz pierwszy czy napisać coś jako pierwszy w Polsce na jakiś temat, więc to był też bardzo duży motywator.

OK, a powiedz co Ciebie najbardziej zafascynowało w RIE? Jakbyś miał wymienić jedną rzecz, która była dla Ciebie taka najbardziej fascynująca w tym, co Cię najbardziej przyciągnęło- to co to było?

– To, co najbardziej mnie przyciągnęło to jeden z fundamentów RIE, czyli zaufanie, w kompetencje dziecka. Myślę, że to też jest pokłosie mojego dzieciństwa, mojego wychowania. I ja tak czułem, że chciałbym pozwolić Tosi być, że użyję tutaj też tytułu książki. Czyli powstrzymam się od takiego zbyt wczesnego ingerowania w jej działania, w jej zachowania, żeby dać jej szansę na próbowanie, na testowanie, na eksperymentowanie -oczywiście dbając o jej bezpieczeństwo. I to, co intuicyjnie czułem, że byłoby dobrą drogą, taką rozwojową- znalazłem w RIE, więc to zaufanie w kompetencje dziecka bardzo mnie ujęło. Bardzo mi się też podobało, fajnie ujęła to Magda Gerber, twórczyni RIE, założycielka tej  organizacji, że dziecko jest zależne, ale nie bezsilne. Że od samego od urodzenia pokazuje, że potrafi się uczyć, że jest kompetentne w tym- przynajmniej na samym początku, że już potrafi się uczyć i adaptować, więc naszą rolą jest towarzyszenie dziecku jako liderzy. Tutaj posłużę się też tym pojęciem, które Ty lubisz a nie jako tacy wszechmogący, wszechpotętni władcy, którzy kształtują, lepią i po prostu obrabiają to dziecko na jakiś obraz- być może swój.  Więc to się mieści też dla mnie w tej koncepcji zaufania, która mnie bardzo pociągnęła.

Dziecko jest zależne, ale nie bezsilne.

To zaufanie, tak- ono jest takie ważne, bo myślę też często o tym, że to ono jest tym pierwszym impulsem dla dziecka do tego, żeby ono mogło się rozwijać. Że tak często jako rodzice właśnie próbujemy jakoś lepiej i od tego tak trudno czasami uciec każdemu z nas, myślę, w różnych obszarach, ale że te nasze oczekiwania, które mamy wobec dzieci, kiedy one nie są wyprzedzone naszym zaufaniem- to bardzo się tam siłujemy, a kiedy jednak to zaufanie tam popłynie, to może być właśnie to co dla mnie w RIE najpiękniejsze, czyli ten przepływ pomiędzy rodzicem a dzieckiem, żeby on był taki swobodny, naturalny, żeby to codzienne bycie razem było takim po prostu dobrym, codziennym doświadczeniem, a nie udręką wychowywania jaką my czasami sobie gdzieś na siebie nakładamy. 

– Tak. To tu od razu poruszyłaś taką kwestię, która mi też jest bardzo bliska, czyli że RIE to nie jest tylko nurt, metoda, która pozwala kompetentnie towarzyszyć dziecku w rozwoju, ale to też jest taka postawa, która właśnie ułatwia nam cieszenie się, czerpanie radości z rodzicielstwa, którego nam często brakuje. Możemy sobie wyobrazić że jeżeli myślimy o wychowaniu dzieci, braniu odpowiedzialności to to się wiąże z jakimś wysiłkiem, energią, z zaangażowaniem, z trudem. Czasami z cierpieniem. A RIE nam podpowiada, jak to zrobić, żeby właśnie też na większym luzie, tak? Żeby się z tego częściej cieszyć.

Na pewno oddanie kontroli, oczywiście w taki sposób bezpieczny dla dziecka, nas emocjonalnie tak bardzo luzuje.

Tak- odciąża i luzuje. A jak pisałeś tę książkę, to dla kogo napisałaś tę książkę? Dla jakich rodziców? Jak myślałeś sobie o takim- nie wiem czy tak myślałeś- ale jak coś tworzymy to sobie wyobrażamy, że potem na końcu to pani x siądzie w fotelu bujanym albo pan y siądzie na działce. Jak Ty sobie wyobrażałeś tego swojego docelowego odbiorcę tutaj? Dla kogo ona powstała?

– Ta książka ,,Pozwól dziecku być” -jeden z podtytułów brzmi ,,Jak mądrze wspierać dziecko i czerpać z tego wspólną radość” i tutaj się chyba zawiera odpowiedź również na Twoje pytanie, czyli byliby to i rodzice lub opiekunowie, którzy po pierwsze chcą mądrze wspierać dzieci, są zainteresowani, szukają wiedzy, chcą się rozwijać. A z drugiej strony właśnie szukają takiej ścieżki, która by w tym rodzicielstwie też pomagała im samym się stabilizować i właśnie radować. Więc to chyba tak bym określił te osoby. Często pada pytanie: Dobrze. Mam dziecko w wieku lat x. Czy ta książka byłaby dobra dla mnie? I ja tutaj też dookreśliłem, ponieważ jak doskonale wiesz RIE opiera się o pracę z dziećmi takimi przedprzedszkolnymi, tak? Niemowlętami i właśnie dziećmi w tym wieku przedprzedszkolnym. Ja troszeczkę poszerzyłem te widełki, więc określiłem, że najlepszym czasem dla przeczytania tej książki jest, kiedy dziecko jest między, kiedy jest jeszcze przed urodzeniem do mniej więcej do momentu, kiedy pójdzie do szkoły. Czyli od zera do 7 lat. To tak żeby być bardziej precyzyjnym. Wtedy rzeczywiście jakby można skorzystać z pełni treści tej książki. Natomiast podejrzewam, wyobrażam sobie też, że właśnie są rodzice, którzy dostrzegają, że kiedy dziecko przechodzi z jednego etapu rozwojowego w drugi to nagle się okazuje, że ta cała wcześniejsza wiedza już nie w całości się sprawdza. To nie jest tak, że już mamy odpowiedzi na wszystkie pytania. Pojawiają się nowe pytania, nowe wyzwania, więc szukamy cały czas na nie odpowiedzi i tacy rodzice cały czas, są tacy rodzice i opiekunowie, którzy chcą ciągle się rozwijać już mając nawet dzieci nastoletnie. Więc zakładam, że oni przeczytali już wiele innych dobrych książek, ale być może nigdy nie słyszeli właśnie o nurcie RIE i to może być coś co ich przyciągnie, żeby poszerzyć to spektrum swoich perspektyw na rodzicielstwo.

Ja tak dopowiem, bo ja też uwielbiam nurt RIE i często o tym mówię, że dla mnie jeszcze, wiesz, ważne w tym wszystkim jest to, że te podwaliny, które kładziemy na początku, to one budują nam pewien fundament. I to nie jest tak, że jeśli na przykład w naszych pierwszych latach relacji z dzieckiem zabrakło zaufania, to potem my już utykamy jakoś i nie możemy tego zrobić. Zawsze możemy dołożyć ten brakujący kawałek tam pod spodem. Ale trochę widzę te pryncypia RIE  jako takie fundamenty, na których budujemy i stąd też może nawet dla rodziców starszych dzieci być interesujące, żeby popatrzeć z perspektywy Twojej, przez perspektywę RIE, którą tutaj prezentujesz w tej książce na wychowanie, na budowanie relacji z dziećmi i móc się zastanowić: OK. Wtedy robiłem inaczej i jak teraz mógłbym dołożyć ten czasami brakujący element, który dopełni mi tego, że na przykład będę w stanie bardziej ufać własnemu dziecku.

– Tak. Ja się absolutnie zgadzam. Natomiast rzeczywiście to wymaga takiej otwartości na poznawanie nowej wiedzy. Tak jak Ty i ja interesujemy się rodzicielstwem, ale myślę, że każdy wpada w tą pułapkę szczególnie jak dzieci są już doroślejsze, że ja już wszystko widziałam. Ja już wszystko wiem. Więc jeżeli oczywiście rodzic jest otwarty, a nie szuka tak jak na początku. To jest inna chyba też perspektywa, bo na początku być może jesteśmy nawet czasami spanikowani. Nie wiemy co się dzieje, szukamy wiedzy, bo nikt nam jeszcze, bo nigdy nikt tam tego o relacjach z dziećmi w szkole nie opowiadał, więc tutaj ta potrzeba może być silniejsza. Natomiast potem tak. To jest na pewno bardzo ciekawa propozycja dla rodziców i opiekunów, którzy poszukują, którzy się interesują którzy są ciekawi, są otwarci. 

To mnie teraz rozbawiłeś tym, że nikt nam w szkole o tym nie mówi, bo już sobie wyobrażam, wiesz, jak teraz w dobie tego, że mówimy: o fajnie by było, gdyby mieli zajęcia z ekonomii, z robienia prezentacji. Gdyby tak w szkole podstawowej zrobić zajęcia z rodzicielstwa- to byłby hit w ogóle. Przygotuj się na rodzicielstwo.

– Ale niekoniecznie o rodzicielstwie myślałem, tylko myślałem na przykład o zajęciach o rozumieniu emocji, rozmawianiu o emocjach, empatii i tak dalej, prawda? Czyli takich kompetencjach, które się potem w rodzicielstwie przydają.

Absolutnie i w każdej innej dziedzinie, że tak się przeplatają. To też to widzę. Dużo bardziej taki przedmiot właśnie: poznaj samego siebie. Ale właśnie: ‚poznaj samego siebie’ Tomek -tytuł Twojej książki- ,,Pozwól dziecku być”. Jak Ty go rozumiesz? Jak Ty go interpretujesz jako autor? 

– Tak. To już wspomniałem o tym, co mnie najbardziej zafascynowało- żeby było to zaufanie. Więc rzeczywiście ten tytuł jakoś też to komunikuje i jak ja rozumiem pozwól dziecku być? Znowu to jest jakby patrząc na dziecko z perspektywy takiej kompetentnej istoty, już człowieka pełni. Chociaż jeszcze, chociaż rozwijającego się zresztą. Tak jakby dorosły, bo rozwijamy się przecież całe życie to rozumiem to pozwól dziecku być jako takie danie mu sposobności, żeby właśnie pokazało tą pełnię swoich możliwości, zanim my wejdziemy do gry, zanim my zareagujemy, zanim będziemy interweniować i właśnie, też wspominałem o tym, o takiej postawie towarzyszenia dziecku w rozwoju, a nie programowania go, kształtowania.  Jednym słowem- dziecko jest już jakieś i dobrze by było wstrzymać tą chęć aktywnego działania na rzecz tego, żeby najpierw dostrzec to, co dziecko samo potrafi, samo ma do powiedzenia, jego preferencje. Pozwolić mu właśnie być, a potem ewentualnie wejść ze swoją jakąś propozycją zmiany czy właśnie zachowania, czy działania, ingerencji. A jak Ty to rozumiesz z kolei?

Ciekawe pytanie- w drugą stronę dla mnie, dzięk. Jak Ci je zadałam to też słuchając Ciebie zaczęłam sobie myśleć, co to dla mnie znaczy: pozwól dziecku być? Ja myślę, że dla mnie to jest tak, że zostaliśmy wychowani w takiej kulturze, która mało daje uważniej przestrzeni na dziecko. Dużo dajemy takiego- nazywam to- pozornego zainteresowania. A przez pozorne zainteresowanie rozumiem to, że kupimy jakąś tam zabaweczkę, że zorganizujemy dużo zajęć pozaszkolnych i tak dalej i w takim aspekcie fizycznym, tak bym to nazwała, to często wydaje nam się, że tam jestem bardzo dużo obecnym- bo rodzice często mówią: Ale ja spędzam bardzo dużo czasu ze swoim dzieckiem a i tak z tym czy z czymś tam innym jest mi trudniej, bo ono wciąż domaga się na przykład uwagi. I dla mnie pozwolenie dziecku na bycie to jest takie, ja to nazywam, przyjęcie je z całym dobrodziejstwem jego inwentarza i dla mnie ono się bardzo łączy z tym obszarem emocjonalnym, czyli z tym, że ja w mojej przestrzeni pozwalam dziecku być ze wszystkimi emocjami, które ono przynosi. A więc nie jestem uważna tylko wtedy, kiedy ono się cieszy, bo przyniosło, nomen omen, świadectwo z czerwonym paskiem- zbliżamy się do końca roku szkolnego i wtedy ja je widzę i mówię: Super. Cieszę się. Dobra robota i tak dalej. Ale potrafię zapomnieć o tym świadectwie i popatrzeć na moje dziecko i powiedzieć: Super, że jesteś! Albo nawet sobie tak pomyśleć wiesz w duchu: Jak cudownie, że on/ona jest. Nie wtedy, kiedy przynosi ten czerwony pasek tylko wtedy, kiedy gra w Minercrafta na komputerze- uwaga, bo to będzie pewnie takim ostrym gdzieś tutaj zderzeniem z tym wszystkim.  Dla mnie to pozwól dziecku być jest o tym, że znajduje ja, jako rodzic w sobie przestrzeń, żeby przyjąć moje dziecko- jeszcze raz to powtórzę- z całym dobrodziejstwem inwentarza i przyjmuję je również wtedy, kiedy gra w tego Minercrafta, mimo że miał już skończyć i to ja zaczynam się irytować. Kiedy moje dziecko płacze, bo nie dostanie kolejnego loda dzisiaj a ja wtedy nie mówię mu: W tej chwili przestań płakać. Powiedziałam, że nie. Jak nie przestaniesz, nie będzie jeszcze wieczornej bajki do tego wszystkiego. Tylko umiem wtedy znaleźć w sobie otwartość, żeby je wziąć w całości. To jest dla mnie pozwolenie dziecku, żeby ono mogło przy mnie być po prostu.

– Pięknie o tym opowiedziałaś. W zasadzie ja tutaj z kolei się wiesz takie serduszko pokazało, że tak opowiedziałaś pięknie o miłości, o takiej pełnej akceptacji bezwarunkowej. Tak to słyszałem. Cieszę się, że też Tobie takie skojarzenia się pojawiły po przeczytaniu książki.

I po  Twoim pytaniu. Ja myślę, że to jest- tak bym chciała rodzicom powiedzieć jednocześnie- szalenie trudne ta pełna akceptacja, że ja ją cały czas ćwiczę tak sobie myślę. Bo często łatwiej o tym mówić, a trudniej w tym być, ale że to bycie z dzieckiem można wyćwiczyć. To bym chciała powiedzieć. Że to nie jest tak, że jedni się rodzą i od razu potrafią, a inni to nigdy tego nie nabędą. Że to jest taka umiejętność, którą po prostu możemy ćwiczyć a nasze dzieci są, brzydko to zabrzmi: idealnym materiałem do ćwiczeń. Przynoszą nam tak dużo. Tomek- Twoja książka jest obszerna. Ona ma, ile ma stron?

– 416.

Właśnie zerkam tutaj. Przeszło 400. Ja dodam, bo wiem, że tak jest, że tą książkę można czytać wyrywkowo, czyli że możesz otworzyć spis treści, wybrać rozdział, który aktualnie na danym etapie interesuje Cię najbardziej, bo jest dla Ciebie najważniejszy. Wybierasz jeden i nic się nie stanie, że nie znasz pozostałych. Tak ona jest skonstruowana i to jest jej ogromną zaletą. Natomiast gdyby przyszedł do Ciebie rodzic i powiedział: Słuchaj, który z tych rozdziałów jest najważniejszy? Od którego ja powinienem zacząć, bo może po nim poczytam dalej jak się wciągnę. Albo- nie mam czasu i chcę wybrać jeden, a następny przeczytam za pół roku. Który Twoim zdaniem jest ten najważniejszy. Trudne pytanie. Które dziecko kochasz bardziej?

– Ale widzisz tutaj myślę, że sama koncepcja RIE mi podpowiada odpowiedź na Twoje pytanie, bo moją odpowiedzią byłoby: taki który Ci teraz jest potrzebny. To jest poradnik rodzicielski. To jest poradnik i teraz jeżeli tak przejrzymy spis treści, to możemy sobie pomyśleć w jakim obszarze ja teraz potrzebuję przede wszystkim wsparcia, tak? Co jest dla mnie problemem: czy właśnie emocje, o których rozmawialiśmy czy stawianie granic czy może co robić, jak reagować, kiedy moje dziecko wchodzi w konflikty z innymi dziećmi. Zawsze jest coś co jest na bieżąco.

Ze wszystkim mam problem: i z emocjami, emocje to konflikty i w ogóle samodzielne nie jest, wpada w histerię non-stop. Naprawdę wszystkie te rozdziały są mi potrzebne, ale ja mam tylko jedno popołudnie- który wybrać? Od czego zacząć?

– Wiesz ja rozumiem, że mnie tutaj ciśniesz:). Ja myślę, że tak, że jeżeli mamy tylko jedno popołudnie, a ze wszystkim jesteśmy mocno zagubieni, to chyba zacząłbym od tych fundamentów. Ja nazwałem fundamentami trzy takie obszary w książce: czyli zaufanie w kompetencje dziecka, szacunek do dziecka i uważną obserwację- jako pewne narzędzie do bycia z dzieckiem. Do pracy, do bycia, do towarzyszeniu dziecku. I wydaje mi się, że zrozumienie o co chodzi w tym zaufaniu, trochę o tym mówiliśmy, ale też potem o co chodzi w tym szacunku i żeby to wszystko, żeby na to dziecko spojrzeć. W ogóle, żeby zauważyć je i żeby dojść do momentu, w którym się zastanawiam, jak postępować, że potrzebna jest ta uważna obserwacja to zrozumienie tych fundamentów- a to są dosyć krótkie rozdziały to może być dobry początek, który bym rekomendował. Bo w gruncie rzeczy żadna książka, żaden kurs nie odpowie na wszystkie nasze rodzicielskie pytania. Natomiast jeżeli my będziemy mieli taki drogowskaz, busolę: dobrze, to są pewne takie generalne ścieżki, którymi chcę podążać, czy wartości, to będzie nam łatwiej potem właśnie według nich reagować i podejmować świadomie decyzje, bo przecież nie zawsze będziemy działać zgodnie tylko z najlepszą, z najlepiej w odniesieniu do naszego dziecka, bo my też mamy swoje potrzeby i często trzeba coś wybierać, ale będzie to wybór świadomy. Także tak te pierwsze trzy rozdziały: zaufanie, szacunek, uważna obserwacja- jeżeli ktoś jest totalnie zagubiony, ale ja będę bronił swojego podejścia. Jeżeli masz problem z konkretnym obszarem czy po prostu jest to dla Ciebie trudne to tak. To ja ostatnio dostałem taką recenzję: Cieszę się, że tą książkę mogę czytać chaotycznie, tak jak moje życie jest chaotyczne. Dokładnie tak może być. Można tą książkę czytać chaotycznie.

Tak to jest.

– Więc jeżeli na przykład wewnętrzna motywacja jest: dziecko nie chce czegoś zrobić i zastanawiasz się, jak je tutaj wspierać, to sięgnij po ten rozdział i mam nadzieję, że jak tak jak mnie wciągnęło RIE, posłuchałem pierwszego odcinka podcastu Janet Lansbury, to po prostu potem już chciałem sięgać po kolejne odcinki i tak to pączkowało.

Super. Dzięki, że się jednak dałeś się przycisnąć. Przy okazji wymieniliśmy te trzy fundamenty które też myślę, że są właśnie takim kompasem na te późniejsze wyzwania, z którymi się spotykamy. A jeszcze mam dla Ciebie takie pytanie trochę filozoficzne, ale bardzo chciałam je zadać. Sama sobie o tym często myślę. Jak myślisz, gdyby wszyscy rodzice albo przynajmniej nie wszyscy, ale chociaż połowa rodziców w Polsce przeczytali Twoją książkę i oprócz tego, że by przeczytali, to przynajmniej połowa z nich chociaż połowę tych wskazówek by wcieliła w życie, bo to jest jeszcze kolejny krok- to jak zmieniłby się świat, jak zmieniłyby się nasze dzieci?

Trzy fundamenty: zaufanie, szacunek, uważna obserwacja, które myślę, że są kompasem na te późniejsze wyzwania.

– To rzeczywiście jest pytanie filozoficzne, bo pamiętam, że zdaje się, że kiedyś zapytano z kolei, przepraszam za taką dygresję, ale myślę, że to jest też adekwatne- Dalajlamę- o to, co zrobić, żeby był pokój na świecie i on powiedział tak: Żeby był pokój na świecie, to musi być pokój w narodach. Jeżeli będzie pokój w narodach to, żeby był pokój w narodach, to musi być pokój w rodzinach, a żeby był pokój w rodzinie to musi być pokój w sercu. 

Pięknie.

– I tutaj z kolei odpowiem na Twoje pytanie może też posługując się tym, co na ten temat powiedziała Magda Gerber, bo ją też zapytano mniej więcej o to samo.

Tak?

– I ona odpowiedziała, że jej misją jest to, żeby nie było już pracy dla psychoterapeutów. Jeżeli będziemy pracować z dziećmi od początku, a tutaj właśnie to było też dla niej istotne i w tym RIE podejściu w nurcie RIE jest istotne, że ten okres przedprzedszkolny nie jest poczekalnią tylko jest bardzo, bardzo istotnym okresem życia dziecka, w którym jeżeli my będziemy tylko biernie czekali aż ono podrośnie, to przegapimy mnóstwo rzeczy. Więc jeżeli my będziemy uczestniczyć uważnie w życiu dziecka właśnie przez te pierwsze lata, to ono wyniesie z domu- tu użyję metafory, którą doskonale znasz- skarby, a nie ciężkie kamienie. I poniesie te skarby w dalsze życie i nie będzie musiało już wracać do tych historii z dzieciństwa na swojej psychoterapii. Więc to jest taki ideał, który bym widział. Być może on jest za daleko idący. Uważam, że terapia to jest to też znakomite narzędzie, ale pewnie gdybyśmy wszyscy to dzieciństwo przeżyli w większym komforcie, w szczęściu, uważności naszych opiekunów, rodziców, to tych terapii byłoby potem mniej.

Okres przedprzedszkolny nie jest poczekalnią.

Tak i też myślę, że patrząc na to ile nastoletnich dzieci teraz boryka się z różnymi trudnościami -mniejszymi, większymi i jak często te dzieciaki w tych trudnościach domagają się po prostu właśnie tego uważnego bycia rodzica tam. Jak często wołają o to uważne bycie- to ja też sobie myślę o tym, że ten okres, który czasami byśmy chcieli potraktować jako poczekalnię, bo potem będzie łatwiej, bo nie będzie trzeba już tych pieluch zmieniać, bo nie będzie się trzeba tyle bawić, a nie wszyscy lubimy i z pełną akceptacją tego, że bycie rodzicem małego dziecka jest trudne, jest wymagające, zabiera dużo naszych zasobów i to o czym powiedziałeś: często to my z czegoś rezygnujemy, żeby coś dać dziecku. To nie są łatwe wybory. To jednak świadomość tego jak istotne może być to nasze uważne bycie wtedy i jaką może być doskonałą inwestycją w przyszłe relacje z naszymi dziećmi, ale też w ich po prostu zdrowie psychiczne- jest po prostu nieocenione dla mnie w podejściu RIE. A jak RIE zmieniło Ciebie jak poznałeś RIE? Jako Ciebie, Ciebie jako tatę?

– Po pierwsze dało mi na pewno poczucie większego spokoju, bo ja odczuwałem lekką panikę, jak spodziewałem się nadejścia, przyjścia Tosi na świat. Dało mi taką pewność, że wiem czego się trzymać. Mam też otwartą głowę. To nie jest tak że my mamy tu jakąś dogmę. Zresztą warto dodać, że właśnie to też do RIE mnie przyciągnęło, że zawsze Magda Gerber mówiła, żeby traktować to zresztą- tak jak nazwa mówi- Resources for Infant Educarers- czyli jakieś zasoby i żeby brać sobie z tego, co nam pasuje, ale to nie jest jakby określony przepis i dogma i wszystkiego trzeba się trzymać. Więc miałem pewność, że mam te zasoby i mogę sobie czerpać z nich świadomie i że jeżeli się potknę to wiem, gdzie sięgnąć. I również zauważam nawet, wiesz proces pisania książki właśnie po pierwsze jest długotrwały, a po drugie tam gdzieś mieszczą się skondensowane myśli, do których nie mam dostępu cały czas. Ja tej książki nie znam na pamięć. Więc sam obserwuję takie momenty, kiedy sam sięgam do własnej książki. Jestem tym zdziwiony, bo po prostu już coś mi wyleciało z głowy albo chcę sobie przypomnieć coś na jakiś temat- więc dało mi to RIE- daje mi spokój i takie poczucie właśnie świadomość tego, jak działać. Ale tak bardziej praktycznie- to właśnie chyba najbardziej mnie przyciągnęło zaufanie, ale czułem, że wiem jak tutaj być z dzieckiem. To było takie dla mnie intuicyjne. Natomiast to, co jest najtrudniejsze i o czym Ty też już wspominałaś, szczególnie na początku życia dziecka dla mnie było- to jest właśnie ta uważna obserwacja, ta cierpliwość. Też zrozumienie, że w życiu malutkiego dziecka rzeczy się dzieją bardzo powoli, bardzo powoli i żeby właśnie pobyć z nim, żeby zauważyć jakąś zmianę, żeby dać mu czas na reakcję- to dla nas, nam się wydaje, że to potrzeba wieczności, a tutaj po prostu trzeba być cierpliwym i w milczeniu patrząc obserwować i być. I to pamiętam było bardzo trudne, bo ja zanim już cokolwiek się wydarzyło to ja już czułem, że miałem taką chęć działania, ruszania się i w ogóle takiej aktywności. Także tej cierpliwości i uważności chyba się najwięcej nauczyłem, aczkolwiek ciągle jest pole do popisu i do zwiększania tych kompetencji, bo to jest dla mnie bardzo trudne.

To jest chyba taka studnia bez dna tak sobie myślę, wiesz, to bycie rodzicem. Ale to skoro wywołałeś ten temat, to powiedz do których rozdziałów swojej książki wracasz najczęściej? Pytając inaczej: jakie są dla Ciebie największe wyzwania w byciu tatą Tosi? Z czym Ci jest najtrudniej?

–  To chyba już właśnie odpowiedziałem. To dostrzeganie takich sygnałów, bo myślę, że to co jest najtrudniejsze, to właśnie dostrzeganie takich sygnałów niewygody, zmęczenia, strachu, czyli takich trudnych przeżyć dziecka, bo ja też wiem, że Tosia potrafi być bardzo dzielną dziewczynką i tą dzielność pokazuje, ale też jest bardzo wrażliwa. I teraz to może być sytuacja, w której jeździmy na nartach. Ona sobie świetnie radzi na orczyku, jest zadowolona i mi się już wydaje, że świat stoi po prostu przed nami otworem i po prostu jak jej zaproponuje…

Wszystkie szczyty nasze.

– Słucham?

Wszystkie szczyty nasze już.

– Tak. Wszystkie szczyty nasze i że jakby kolejna granica to nie ma z nią problemów. Więc że pójdziemy teraz, jeżeli ona sobie daje radę na orczyku, to teraz to chodźmy na krzesełko. To przecież nie ma problemu, prawda? To jest taka sama góra tylko że dłuższa. A tymczasem ona może dać sygnał, że nie, że ona nie chce już iść na to krzesełko. I to jest taki moment, żeby się zatrzymać a nie żeby zignorować ten komunikat. Na przykład ostatnio miałem taką sytuację. Tosia mi towarzyszyła w bieganiu. Ona jechała rowerem, a ja biegałem i to było około pięciu kilometrów i przejechała. Trochę się zmęczyła. Nie ma takich jeszcze doświadczeń. Ma pięć i pół roku. Nie ma takich doświadczeń z takimi odcinkami, ale przejechała i kilka dni później pojechaliśmy tutaj w taki teren skałek podkrakowskich, gdzie już teren jest troszeczkę bardziej…

Nierówny?

– Nierówny- tak. To znaczy ja tego na początku właśnie nie dostrzegłem, ale w jedną stronę trzeba jechać trochę pod górę, a dystans był ten sam. I ja naprawdę nie wziąłem tego pod uwagę, bo ja też nie odczuwałem tego nachylenia drogi. Ono było dla mnie zupełnie pomijalne. A dla Tosi na tym małym rowerku to naprawdę był duży wysiłek i pamiętam, że ja na początku nie rozumiałem. Przecież trzy dni temu przejechałaś ten sam dystans i było ok, a tutaj już się zaczęło właśnie jakiś lament, płacze, narzekania i tak dalej. I dopiero jak zjeżdżaliśmy, czyli wracaliśmy to ja zauważyłem…

Teraz jest z górki.

– Teraz jedziemy z górki. Więc w tamtą stronę było pod górkę. I to był ten aspekt, który mi zupełnie wyleciał. Więc to są takie momenty, które mi mówią, żeby właśnie, żeby też ufać temu, co dziecko komunikuje. Może być też tak, że to jest ten sam dystans- tylko że jednego dnia tak jak my w bieganiu, on pójdzie lepiej, a drugiego dnia zupełnie nie będzie na to siły. I to też jest istotne, żeby tak nie przeć do przodu po ojcowsku- tak bym powiedział, bo to jest w nas ojcach taka chęć pokazywania świata. Ale żeby nie zgubić dziecka po prostu, żeby się nie okazało, że my tam świat odkrywamy a dziecko gdzieś już tam zostało za którymś rogiem, tak? To jest dla mnie takie wyzwanie.

Przyszła mi do głowy taka metafora, że mamy mogą wylać dziecko z kąpielą, bo często one tam towarzyszą, a ojcowie mogą je zgubić po drodze gdzieś w tym wszystkim, więc to może być tytuł na kolejną książkę Tomek ,,Jak nie zgubić dziecka po drodze”?

– Tak. Tak może być.

To powiedzieliśmy o tym, co jest wyzwaniem a powiedz, co jest dla Ciebie największą radością w byciu tatą Tosi?

– Myślę, że taka możliwość dostrzeżenia tych momentów, kiedy ona jest w tak zwanym flow.  Czyli jest tak bardzo skupiona na jakiejś czynności i to może być zabawa, taka wyimaginowana w jakieś postaci, teatr, gdzie jest dużo jej wyobraźni plus przedmioty, które się znajdują w domu i ona świetnie z nich korzysta i po prostu tworzy sobie jakiś świat. Więc obserwacja, jak ona w tym siedzi i jak do siebie mówi, jak te postacie ze sobą rozmawiają, co się w ogóle dzieje- to to jest bardzo, bardzo ciekawe. To są też takie momenty, w których właśnie ona się nie gubi albo ja nie wyrywam się do przodu  i autentycznie razem coś poznajemy: czy to jest jakieś miejsce, czy to jest jakaś właśnie aktywność wspólna sportowa, czy nawet jakiś spacer, gdzie idziemy i dostrzegamy i już teraz tak rozmawiamy sobie, o tym co jest, co zauważyliśmy. Ona też zauważa rzeczy, których ja nie widzę. To jest niebywałe. Ja nie jestem na przykład dobry w zapamiętywaniu kolorów, a ona potrafi powiedzieć idziemy prawda i są, na przykład mamy taki spacer, fajny jest taki spacer wzdłuż Wisły. Są takie piękne promenady w Krakowie i są różne łodzie, są różne statki. One mają jakieś kolory i ja bym nie powiedział jakie kolory miały te statki, a ona doskonale pamięta, który statek miał jakiś kolor, więc to też są takie śmieszne rozmowy i to jest fajne. Bycie razem w jakiejś aktywności. Ale też lubię te momenty bycia razem w takim spokoju, w domu czy czytając, czy grając, czy po prostu przytulając się i tak nic nie robiąc. I to jest to o czym Ty mówiłaś, o czym też staram się pamiętać o tym, o czym Ty mówiłaś, komentując tytuł książki- że fajnie, że tu jesteś.

To są te takie momenty, gdzie ja nic od Ciebie nie chcę, nic od Ciebie nie oczekuję. Po prostu fajnie, że tu jesteś i ja autentycznie też się wtedy z tego cieszę.

Tak. To myślę, że to jest takie ważne, żeby tym dzieciakom jak najczęściej o tym przypominać, że po prostu fajnie, że są. Tomek Ty prowadzisz taką dużą grupę, prowadzisz wiele w ogóle miejsc, ale zanim do tych innych- to prowadzisz taką dużą grupę tylko dla ojców, prawda? Jak ona się nazywa ta grupa?

– Tak. To jest grupa na facebooku: Lepszy tata – Ojcowskie inspiracje. Lepszy tata- na pewno do znalezienia.

Do znalezienia.  Dostać się tam można tylko będąc tatą. Weryfikujesz to?

– To znaczy to czy ktoś jest tatą, to jest trudne do zweryfikowania, bo też są mężczyźni, którzy spodziewają się dzieci dopiero. Także nie. Kryterium jest tutaj akurat kryterium…

Płci.

– Płci. Ja myślę, że może też wytłumaczę, dlaczego, bo w naszej kulturze, która zachęca do różnorodności, to nam się może wydać dyskryminujące. Natomiast zauważyliśmy z Jarkiem Kanią, z którym założyłem tą grupę, że mężczyznom może czasami trudno jest rozmawiać z partnerkami czy z kobietami na różne tematy i są dwa powody. Jeden powód jest taki, że to nie jest na przykład taka dziedzina, która kobiety interesuje. Czyli na przykład praktyczne: w jaki sposób zbudować huśtawkę dla dziecka, więc szukają wsparcia mężczyzn. Ale może być też taki aspekt właśnie relacyjny, że może trudno się rozmawia o tym czy przyznaje do tego w rodzinie, że na przykład nie radzą sobie w komunikacji z dzieckiem. Mają też różne wątpliwości. W ogóle też jest dużo wątków takich relacji partnerskich czy tego systemu rodzinnego i że takie miejsce, w którym można w miarę bezpiecznie rozmawiać w ściśle męskim gronie otwiera tych panów i rzeczywiście to tak się dzieje w tej grupie. Więc wydaje mi się, że mimo że ta grupa jest tylko męska, to korzystają z niej również partnerki i dzieci tych mężczyzn. 

Pośrednio masz na myśli, tak?

– Tak.

Że oni potem przekazują gdzieś to wsparcie, które tam otrzymają w tej grupie.

– Tak.

A tak mnie bardzo korci, żeby Cię zapytać czy nam zdradzisz: jaki jest taki najczęściej pojawiający się problem, ale nie wiem, czy to jest w ogóle możliwe, bo może tam jest po prostu mnóstwo różnych wątków od huśtawek, bo właśnie nie wiem, jak przewinąć niemowlaka i jak to zrobić?

– Tak. Jest bardzo dużo. Są praktyczne rzeczy, czyli dokładnie jak coś zbudować, jak coś zamontować, jak coś naprawić. Jest mnóstwo.

Tak.

– Przykładów, a jak zabezpieczyć, prawda? 

Jak wyczyścić kanapę zanim żona wróci a tam się mazakami coś narysowało?

– Są pytania właśnie o aktywności tak, czyli właśnie o to spędzanie czasu, o to jak nauczyć, jak wspierać w nauce- nie wiem jazdy na rowerze, rolkach, gdzie wyjeżdżać, gdzie są fajne miejsca, czyli takie bardzo praktyczne. Ale jest też sporo tych wątków różnych relacyjnych i o tym, że dziecko płacze- nie wiem, co robić. Nie mogę się z nim dogadać. Jesteśmy w jakiejś fizycznej separacji, bo mieszkam w innym kraju. Co mam zrobić, żeby dziecko chciało ze mną rozmawiać. Bardzo niekiedy trudne, trudne tematy, więc nie umiałbym powiedzieć co jest tutaj na numerem jeden. Chociaż z takich praktycznych rzeczy to chyba numerem jeden zawsze jest fotelik samochodowy.

Jaki wybrać, tak?

– Tak, wybór fotelika. Myślę, że to jest jeden z takich topowych tematów.

Drodzy rodzice nie tylko ojcowie, ale też mamy, jeśli nas słuchacie i nie wiecie jaki fotelik wybrać to wiecie, gdzie znajdziecie najwięcej i najlepszych po prostu sprawdzonych porad od ojców, którzy już wybrali- wiedzą: przodem czy tyłem. jak zamontować, który do jakiego samochodu na pewno, bo one też wyobrażam sobie, że mogą się różnić, więc koniecznie zajrzyjcie. Grupa Tomka ,,Lepszy tata”. I oczywiście pół żartem, pół serio- ja tak sobie teraz o tym pomyślałam, że jak obserwuję moje otoczenie, to mam takie wrażenie, może mylne, ale wydaje mi się, że częściej jednak kobietom jest łatwiej sięgać po wsparcie. Tworzą dziewczyny różne wioski kobiece. Tworzą się grupy laktacyjne, noszenia w chustach, karmienia i tak dalej i tak dalej. I tam najczęściej gromadzą się młode mamy. Albo powstają ,nie wiem, grupy fitness, gdzie dziewczyny chodzą. Ja sama mam swoją grupę jogi, gdzie chodzę i tam też są same kobiety. Ale że to są, bo chcę dodać to, że to nie muszą być stricte takie dedykowane grupy wsparcia, ale że łatwiej nam w tych kręgach się gromadzić kobietom i tam czerpać też tak potrzebne nam wszystkim wsparcie. Więc mnie ogromnie cieszy, kiedy powstają takie inicjatywy otwarte i zapraszające mężczyzn i nie traktuję tego wiesz, jak powiedziałeś na początku jako pewnej dyskryminacji, że kobietom nie wolno. Bardziej traktuję to jako zadbanie o taką bezpieczną przestrzeń, w której chcecie być tylko Wy mężczyźni, tak? Która stwarza też może jakieś takie właśnie pole zaufania, że tam sami faceci, tak więc oni mają dlatego, że są mężczyznami być może podobnie i że łatwiej może tam poprosić albo zapytać o coś, co jest dla mnie trudne.

– Tak. Wiesz ja widzę też duże zainteresowanie tą grupą ze strony kobiet. Bo to jest też tak że może gdyby to była grupa przyjaciół, nie wiem piłki nożnej, to powiedzmy, że są kobiety oczywiście, które piłką się interesują nawet dużo, ale powiedzmy, że męska grupa by nikogo nie zdziwiła. Natomiast tu może być takie zdziwienie- jak to jest stricte męska grupa rodzicielska? O co tu chodzi? Więc niektóre kobiety to tak idą, nawet nie zauważają, że to jest grupa lepszy tata, tylko ja chcę tu też być bo to jest grupa rodzicielska. A inne mają tą świadomość, że to jest grupa ojcowska, ale bardzo je interesuje męski punkt widzenia i wtedy grzecznie też tłumaczę, że proszę wybaczyć ale to jest tylko grupa ojcowska. Ale tutaj się pojawia taki ciekawy może wątek: co takiego istotnego, jaki komunikat płynie do kobiet z faktu istnienia tej grupy i z tego co tam się dzieje. I ja się nad tym właśnie zastanawiałem w kontekście też dnia ojca, bo widzę też w grupie jak bardzo mężczyźni potrzebują docenienia. Tak jak wszyscy: uwagi, docenienia. To są ojcowskie inspiracje, więc są ojcowie którzy pytają się o radę, ale są też tacy, którzy tej rady czy inspiracji udzielają spontanicznie, więc mówią o tym co zrobili. Słuchajcie zrobiłem tablicę manipulacyjną. Zobaczcie to jest tor przeszkód ,który wymyśliłem z dzieckiem w domu. Tu zrobiłem huśtawkę. Robią niesamowite różne rzeczy, prawda? Albo wymyślają jakieś aktywności i bardzo lubią się chwalić. Uwielbiają też dzielić się po prostu zdjęciami swoich dzieci. I dla mnie to jest taki sygnał właśnie- potrzeby docenienia. Nie wiem poklepania, przybicia piątki. Jeżeli miałbym przekazać jakieś apel do pań, szczególnie w związku z dniem ojca to, żeby wykorzystać tą może okazję i przekazać swojemu partnerowi to docenienie faktu, że jest ojcem. Choćby w różnych obszarach być może nie byłoby to idealne, to na pewno są takie momenty i takie pola, na których naprawdę to zaangażowanie ojcowskie jest widoczne i jest bardzo, bardzo cenne. I myślę, że zauważenie tego naprawdę tutaj- byłoby czymś docenionym, zauważonym i czymś wzruszającym wręcz dla ojców w ten dzień bądź w jakikolwiek inny.

Oczywiście że to dzień taty szczególnie nas jakoś wokół tego tematu, naszą uwagę, koncentruje. Ale wiesz- jak o tym opowiadałeś: wzruszające to jest, bo to jest to o czym mówisz, że każdy z nas tego potrzebuje: bycia zauważonym, bycia docenionym i trochę mi się skojarzyło to z tym o czym mówiłam wcześniej, że czasem tak trudno nam powiedzieć temu tacie naszych dzieci, że dobrze, że jesteś ich tatą. Bo taką mamy tendencję, myślę, że to też nie jest tak, że to ja tak mam, tylko że większość z nas tak ma, że łatwiej nam jest krytykować i zauważyć te rzeczy, które nie działają dobrze, do których się chcemy przyczepić: a mógłbyś więcej czasu, a mógłbyś to inaczej.  A już jak w ogóle my sobie tam więcej poczytamy: to czemu Ty tak do niego mówisz, a nie inaczej i że trochę to jest takie nawykowe działanie w nas. A trudniej jest wyrobić ten nawyk doceniania w różnych obszarach. I że to może być takim pięknym przekazem tej rozmowy myślę naszej całej, w której zmierzamy do końca, żeby to pozwól dziecku być, które jest tytułem Twojej książki- przenosić gdzieś szerzej. I tak jak Ty pozwalasz tym mężczyznom w Twojej grupie być z tym z czym oni przychodzą. Tam nieważne czy chcesz zapytać o huśtawkę- tutaj się jej czepiłam, czy jest Ci po prostu ciężko, bo dziecko całą noc płakało i nie wiesz, jak sobie poradzić następnym razem- to jest tam przestrzeń dla każdego. Tak samo żebyśmy my w naszych relacjach i tych z dziećmi i z tych z dorosłymi tworzyli tą właśnie przestrzeń na to, żeby każdy mógł tam po prostu, po prostu być. Więc z tymi życzeniami dla ojców ja też idę. Żebyście drodzy panowie nie tylko w dzień taty poczuli się docenieni, ważni, bo naprawdę wnosicie w życie Waszych dzieci wszystko to, czego my kobiety wnieść nie możemy, w czym się różnimy pięknie po prostu. Tak bym to ujęła. I powiedz Tomek jeszcze na zakończenie gdzie możemy Cię namierzyć? W grupie Lepszy Tata, bo rozumiem, że tam też odpowiadasz na te pytania, które padają. Jesteś tam obecny. Gdzie jeszcze w sieci można na Ciebie natrafić?

– Zacznę od podziękowania za te życzenia dla ojców, bo naprawdę chwytają za serce więc super, super, że one padły. Dzięki, dzięki Asiu. Tak można mnie znaleźć w grupie lepszy tata- Ojcowskie inspiracje na Facebooku. Jestem tam aktywny, ale to jest takie miejsce właśnie tylko dla panów. Ja przede wszystkim polecam tą stronę informacyjną o książce pozwóldzieckubyć.pl bez polskich znaków, bo to jest takie miejsce, gdzie właśnie dużo jest informacji różnych o książce i o spisie treści. Są kawałki, są fragmenty tej książki pokazane. Są ilustracje, są recenzje i prywatne i w mediach. Ja sam pokazuję tą książkę, jak ona wygląda, więc można o tej książce się sporo dowiedzieć. A jeżeli ktoś chce się w ogóle zorientować czy RIE jest dla niego, to na tej stronie można pobrać bezpłatnego e-booka czy ten nurt RIE jest dla Ciebie. Bo to może być pierwsze pytanie przed decyzją o zamówieniu książki. Ja działam też pod marką, w ogóle cała moja działalność jest pod marką tastywayoflife i to jest nazwa mojego bloga, to jest tastywayoflife.com, więc jeżeli ktoś woli sobie poczytać coś online, znaleźć jakieś artykuły to zachęcam też, żeby odwiedzić tą stronę. Ja również prowadzę warsztaty i webinary dla rodziców. Natomiast skupiam się na rodzicach, którzy pracują w większych organizacjach- więc jeżeli ktoś, kto nas teraz słucha, pracuje w takiej dużej organizacji i myśli o tym żeby zorganizować coś, zrobić coś nie tylko dla dzieci a wiemy że dużo się dla dzieci robi z okazji różnych świąt i po prostu okazji nie tylko kalendarzowych, ale żeby zrobić też coś dla rodziców, to ja bardzo jestem otwarty i chętny na takie poprowadzenie wykładów inspiracyjnych z różnych tematów dotyczących rodzicielstwa. Więc tutaj można mnie znaleźć i zaczepić gdziekolwiek w social mediach. Myślę, że po wpisaniu mojego imienia i nazwiska Tomasz Smaczny pojawią się te różne miejsca, gdzie można się ze mną skontaktować.

Ja tylko dodam jeszcze, że wszystkie te linki znajdziecie w transkrypcie do podcastu, więc jeśli nie będzie Wam się chciało szukać, a czytacie to tylko kliknijcie link i zostaniecie przeniesieni od razu w odpowiednie miejsce. Dziękuję Ci za tę piękną rozmowę, bardzo poruszającą, dotykającą takich naprawdę czułych miejsc w nas, rodzicach. Mam taką nadzieję, że może dzięki temu, że my tutaj w tej rozmowie odważyliśmy się poruszać takie właśnie te nasze czułe miejsca, to również zainspirujemy innych rodziców do szukania ich w sobie, bo wtedy też łatwiej dostrzegać je po prostu w dzieciach i łapać to połączenie tak nam wszystkim potrzebne. Dzięki Tomek serdecznie i do usłyszenia następnym razem.

– Bardzo dziękuję Tobie Joasiu i wszystkim słuchaczom. Do usłyszenia. Cześć.

KSIĄŻKĘ “Pozwól dziecku być” do 15 lipca możesz kupić z 10% rabatem na hasło ‘rodziclider’.

TOMASZ SMACZNY

Jest edukatorem rodzicielskim, certyfikowanym coachem i autorem pierwszego polskiego poradniku w duchu rodzicielstwa RIE – “Pozwól dziecku być“. Od 2016 roku, kiedy porzucił pracę w korporacji na rzecz rodzicielskiej pasji, promuje w Polsce RIE pod marką Tasty Way of Life. Ukończył kurs RIE® Foundations: Theory and Observation™ zorganizowany przez siedzibę główną organizacji RIE w Los Angeles. Ma dyplomy sześciu uczelni a jego interdyscyplinarne wykształcenie – psychologiczne, socjologiczne, międzykulturowe oraz ekonomiczne – pozwala mu spojrzeć na rodzicielstwo z różnych perspektyw. Organizuje warsztaty i webinary dla rodziców. Współprowadzi jedną z największych grup rodzicielskich na Facebooku – Lepszy Tata – ojcowskie inspiracje. Wspiera działania Fundacji Share The Care jako jej ambasador. Jest tatą Tosi.


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *